Jest to część "niespodzianka". Dziękuję pomysłodawczyni Karoli - za pomysł i mojej Oliwii - za to , że chciała żebym z nią to napisała :*
Opowiadanko jednoczęściowe o "najlepszych" bohaterach emki :
Szanowni Państwo :
Janka Bufford and Krystian Proć - ( KryJa) :)
Zamiast strachu w tej części wyszło nam co innego o czym się sami przekonacie .
Nie bierzcie tego opowiadania na poważnie tylko podejdźcie do tego z luzem i humorem :D
Opowiadanie jest także na blogu Oliwii - http://kami-opowiadania.blogspot.com/
Zapraszam do czytania i pozostawienia po sobie KOMENTARZY !! :D
HAPPY HALLOWEEN
"KryJa",czyli miłość długa i głęboka… Cztery metry od domu, sześć metrów pod ziemią..."
Szła przez ciemne aleje. Noc była wyjątkowo ciemna. Cieńsze
dróżki rozświetlały tlące się światła zniczy. Była ubrana w brązowe od błota
szpilki z połamanymi obcasami i czarną, podartą, balową suknię. Włosy miała
rozmierzwione na wszystkie strony. Usta miała pomalowane czerwoną szminką,
którą jej mały gremlin ukradł z drogerii. Niestety zmarło mu się kilka godzin
temu. Udar słoneczny to nie są żarty. Przy jakiejś trumnie znalazła swoją
miotłę z brzozowych gałązek, którą zrobiła w ciągu ostatnich pięćdziesięciu
lat. Nawet nie zauważyła, czy się postarzała. Po prostu nie miała lustra. W
końcu dotarła do swojego grobowca. Kopnęła nogą w odpowiedniej kolejności trzy
cegły i kamienne „drzwi” do jej groty otworzyły się. Weszła do swojej jaskini i
usiadła na ziemi. Na drugim końcu pokoju dostrzegła swoją cegłę, która służyła
jej zarówno jako pilniczek do paznokci, szczotkę do zębów i „misia” do spania. Chwilę później po całym cmentarzu rozległo się
nieznośne skrzypienie od piłowania paznokci.
Kiedy nastał ranek, ułożyła się na swoim wielkim głazie i
przytuliła się do swojej cegły i zasnęła…
Późnym popołudniem obudziła ją cudowna piosenka. Marsz
żałobny. Nie było nic piękniejszego od marsza żałobnego. Nawet weselny. Tak jej
się wydawało-nigdy go nie słyszała.
Przyłożyła ucho do kamienia wyjściowego i nasłuchiwała …
W końcu melodia wygrywana na trąbce ucichła. Zrobiło jej się
trochę przykro, ale kiedy pomyślała, że już niedługo zobaczy nieboszczka,
bardzo się ucieszyła.
W końcu się ściemniło. Jędza wypukała odpowiedni kod w
kamiennej ścianie i głaz, zastępujący drzwi, otworzył się. Wyszła szybko na
cmentarz w poszukiwaniu nowego grobu. Znalazła. O dziwo nie było na nim żadnych
wiązanek ani zniczy. Wzbudziło to w niej jeszcze większą ciekawość.
Rzuciła okiem na napis na nagrobku. „Krystian Proć
1978-2014-spoczywaj w niepokoju”.
Bardzo spodobało jej się to imię. Postanowiła go wskrzesić.
Pobiegła ile tchu do swojej groty i czym prędzej wróciła. Otworzyła księgę z
odpowiednim zaklęciem i położyła ją na grobie.
Zaczęła skakać wokoło grobu, przeskakiwać z nogi na nogę
wymachując przy okazji rękoma w górze i zaczęła wypowiadać swoje zaklęcie.
-Czary mary bim-bam-bim, niech się stanie wielki dym!
Hokus-pokus czary mary, przybądź tutaj durniu stary!-mówiła śpiewnie i wesoło.
W końcu z mgły wyłonił się nieboszczyk. Jak nowo narodzony…No
prawie.
-Chodź za mną, pokraczko-powiedziała słodko i zamrugała do
niego uroczo oczami.
-A gdzie?-zainteresował się
-A w cholerę!
-A czyli gdzie to?
-Ty serio jesteś taki głupi, czy tylko tak udajesz?-zapytała
sarkastycznie
-Hy,hy. Głupii! Hahaha. Głuuuupiiii. Fajne, nie?
Głuuupiii…-Janka tylko przewróciła oczami i przyspieszając kroku w myślach
modliła się, żeby mu to przeszło.
Po chwili dotarli do „kryjówki” czarownicy.
-To tutaj.
-Gdzie?-zaczął oglądać się wokół własnej osi Proć-zombie J
-Tu gdzie stoisz, debilu bezmózgi.
-Pod stopami?-zainteresował się i zaczął podnosić stopy
sprawdzając, czy znajdzie pod nimi co najmniej zagubionego skarbu piratów.
Janka poszła po swoją cegłę i z całej siły walnęła Procia w głowę. W czaszce zombiaka rozległo się echo, a on sam upadł na podłogę, pogrążając się w głębokim śnie.
Janka poszła po swoją cegłę i z całej siły walnęła Procia w głowę. W czaszce zombiaka rozległo się echo, a on sam upadł na podłogę, pogrążając się w głębokim śnie.
Baba jaga-Dżejn za to udała się na łowy. Na zewnątrz zapadł
już zmrok. Na drzewach można było
zauważyć sowy i kruki. Ona jedna, wspaniała nie poddawała się. Szła po omacku,
szukając najbliższej ścieżki. W końcu trafiła na główną drogę cmentarza, a co
się z tym wiązało-pożywienie.
Co jakiś czas bowiem znajdowały się śmietniki. Wiedźma
grzebała do samego dna, zabierając takie rarytasy jak: stare kwiaty, pająki, od
czasu do czasu skórka po bananie.
Przyczaiła się za jednym drzewem. W zbiorniku z wodą kąpał
się właśnie jakiś bezdomny. Kiedy w końcu wyszedł i odszedł kawałek dalej,
czarownica poszła i zaspokoiła swoje pragnienie.
Napita i nasycona wróciła do swojej groty.
Widok, jaki tam zastała, przeraził ją okropnie. Cegłę, JEJ
CEGŁĘ, przytulał jakiś przygłupi zombiak, a drugą ręką ssał kciuk.
„I to jest niby
kryminalista i porywacz?!”-pomyślała i wyszarpnęła z „objęć” Procia swoją
cegłę, ułożyła się wygodnie na kamieniu i zasnęła.
Rano obudził ją jaj nowy „współlokator”
- Czarownico obudź się , obudź się -
Dżej dżej nic nie reagowała więc Proć kopnął w jej "poduszkę" (
kamień)
- Co ty wyprawiasz - zapytała
wkurzona Dżej-dżej
- Chciałem Cię obudzić ale nie
reagowałaś więc kopnąłem w twoją "poduszkę"
- Czego chcesz - zapytała coraz
bardziej zła czarownica
- Wołają nas , czekają na nas już!
- Ale kto - zapytała nie rozumiejąc
o co chodzi Krystianowi
- Nasze rodziny z cmentarza .
- Gdzie mamy iść - zapytała
- Na cmentarz na imprezę
- Jaką?- zapytała
- Dla nas upiornych potworów na
halloween’ową zabawę.
- Czyli nie musimy się przebierać -
zapytała
- Ty wyglądasz tak strasznie , że na
pewno nie musisz - Krystian za to dostał od Janki.
- Ty wcale nie jesteś lepszy.
-Powiedzmy szczerze. Ja jestem nie
do końca obdarzonym urodą zombie, a ty obrzydliwą, starą jędzą, która lepiej
się powinna światu na oczy nie pokazywać.
-Jak śmiesz mnie obrażać! Poza tym,
nie mów do mnie na „ty”. Zwracaj się do mnie „pani” i rób co ci karzę, bo
inaczej pójdziesz do tej twojej trumienki, ale zamiast milusiej cegły
dostaniesz milion kołków i srebrnych krzyży!
-Ale ja nie jestem wampirem, pani!
-Pal licho. Idziemy na tą
imprezę.-rozkazała i wyszli z kryjówki.
Po drodze była zła, że go w ogóle
wybudziła. Towarzystwa jej się zachciało. Proć snuł się za nią. W końcu dotarli
na środek cmentarza. Jak się domyślała, tego dnia wychodziły z kryjówek
wszystkie zombiaki. I ku jej załamaniu, wszystkie miały typowe IQ krzesła.
Zombie dopiero po dwudziestu czterech godzinach stawało się „normalne”… O ile
można było tak w ogóle powiedzieć o zombie.
Usiadła na jednym z grobowców i
przyglądała się swawolnemu wygrzebywaniu się zombie spod ziemi.
Po dwóch godzinach zabawa
przygłupich zombie się rozkręcała w najlepsze. Jedni tańczyli chwiejnie, inni
pili piwo ukradzione z pobliskiego monopolowego.
Tylko Dżej siedziała z miną mówiącą
„Ja ich nie znam”.
W pewnej chwili jakieś zombie-trudno
było dokładnie określić płeć, aczkolwiek miało na sobie jakiś kapelusz
czarownicy w brokatowe dynie. Najwidoczniej zwędzili jakimś małym dzieciom
łażących w pobliżu z cukierkami.
-Abrakadabra, czary-mary, Justin
Bieber to twój stary!-powiedział pijany wymachując palcem, nie zdając sobie do
końca sprawy z kim rozmawia. Załamana Janka wyjęła swoją różdżkę zza paska i
rzuciła na niego, w tym wypadku, prawdziwe zaklęcie.
-Hokus-pokus, hokus-pokus, twoja
stara to Ford Focus!- i machnęła różdżką w jego kierunku. Zombie jak stało, w
ułamku sekundy zmieniło się w stary model samochodu. Wsiadła do niego i
włączyła radio.
Z głośników zaczęło lecieć coś
miliard razy gorszego od marszu żałobnego.
„Ouoooo…
You know you love me
I know you care
Just shout whenever, and I'll be there
You want my love
You want my heart
And we will never, ever, ever be apart”
I know you care
Just shout whenever, and I'll be there
You want my love
You want my heart
And we will never, ever, ever be apart”
-Tata?- zapytała Janka. Odpowiedział jej tylko refren.
„Baby, baby, baby, oh
Like
Baby, baby, baby, no
Like
Baby, baby, baby, oh
I thought you'd always be mine…mine”
Like
Baby, baby, baby, no
Like
Baby, baby, baby, oh
I thought you'd always be mine…mine”
-NIEE!!!-krzyknęła przerażona na całe gardło. Nie zauważyła nawet muru,
tuż przed nią.
-Hejo!-z bagażnika wyłonił się Proć
-Błagam, ja mogę umrzeć, tylko nie z nim!
-Sorry, memory. Taki mamy klimat.- odezwał się jakiś głos w jej głowie i
oboje z impetem 250 kilometrów na godzinę uderzyli w gruby, betonowy mur.
Janka otworzyła oczy. Samochód był
cały rozbity. Proć leżał na tylnym siedzeniu. Nie ruszał się. Dżejn
postanowiła, że nie chce żyć bez Procia. Wyczarowała miksturę i ją wypiła. Przypomniała
sobie, że ona ma tylko działanie na jakiś czas, więc wyczarowała srebrny
sztylet i przebiła sobie nim serce…
Po jakimś
czasie zbudził się Proć. Zobaczył martwą Jankę.
-„Janka, ach
czemuż ty jesteś Janka”-pomyślał Proć. –„To takie brzydkie imię”-dodał.
Wzruszył ramionami. Wydostał się ze zniszczonego doszczętnie Focusa.
-Przynajmniej,
nie będę musiał udawać normalnego! Hyh,Hyh!-powiedział zadowolony Proć,
nieświadomy tego, że w ciągu następnych dwunastu godzin z powrotem zostanie
uwięziony w grobie.
Ruszył radośnie
podskakując w rytm radosnej piosenki tlącej się zza niego…
„I'm goin' down,
down, down, down
And I just can't believe my first love wont be around
And I'm like
Baby, baby, baby, oh
Like
Baby, baby, baby, no
Like
Baby, baby, baby, oh
I thought you'd always be mine, mine…
Baby, baby, baby, oh
Like
Baby, baby, baby, no
Like
Baby, baby, baby, oh
I thought you'd always be mine, mine… “
And I just can't believe my first love wont be around
And I'm like
Baby, baby, baby, oh
Like
Baby, baby, baby, no
Like
Baby, baby, baby, oh
I thought you'd always be mine, mine…
Baby, baby, baby, oh
Like
Baby, baby, baby, no
Like
Baby, baby, baby, oh
I thought you'd always be mine, mine… “