piątek, 31 października 2014

Część HALLOWEEN! - "KryJa",czyli miłość długa i głęboka… Cztery metry od domu, sześć metrów pod ziemią..."


Moi drodzy ! <3
Jest to część "niespodzianka". Dziękuję pomysłodawczyni  Karoli - za pomysł i mojej Oliwii - za to , że chciała żebym z nią to napisała :*
Opowiadanko jednoczęściowe o "najlepszych" bohaterach emki :
Szanowni Państwo :
Janka Bufford and  Krystian Proć - ( KryJa) :)
Zamiast strachu w tej części wyszło nam co innego o czym się sami przekonacie .
Nie bierzcie tego opowiadania na poważnie tylko podejdźcie do tego z luzem i humorem :D
Opowiadanie jest także na blogu Oliwii - http://kami-opowiadania.blogspot.com/ 
Zapraszam do czytania i pozostawienia po sobie KOMENTARZY !! :D
HAPPY HALLOWEEN  


 "KryJa",czyli miłość długa i głęboka… Cztery metry od domu, sześć metrów pod ziemią..."


Szła przez ciemne aleje. Noc była wyjątkowo ciemna. Cieńsze dróżki rozświetlały tlące się światła zniczy. Była ubrana w brązowe od błota szpilki z połamanymi obcasami i czarną, podartą, balową suknię. Włosy miała rozmierzwione na wszystkie strony. Usta miała pomalowane czerwoną szminką, którą jej mały gremlin ukradł z drogerii. Niestety zmarło mu się kilka godzin temu. Udar słoneczny to nie są żarty. Przy jakiejś trumnie znalazła swoją miotłę z brzozowych gałązek, którą zrobiła w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat. Nawet nie zauważyła, czy się postarzała. Po prostu nie miała lustra. W końcu dotarła do swojego grobowca. Kopnęła nogą w odpowiedniej kolejności trzy cegły i kamienne „drzwi” do jej groty otworzyły się. Weszła do swojej jaskini i usiadła na ziemi. Na drugim końcu pokoju dostrzegła swoją cegłę, która służyła jej zarówno jako pilniczek do paznokci, szczotkę do zębów i „misia” do spania.  Chwilę później po całym cmentarzu rozległo się nieznośne skrzypienie od piłowania paznokci.


Kiedy nastał ranek, ułożyła się na swoim wielkim głazie i przytuliła się do swojej cegły i zasnęła…


Późnym popołudniem obudziła ją cudowna piosenka. Marsz żałobny. Nie było nic piękniejszego od marsza żałobnego. Nawet weselny. Tak jej się wydawało-nigdy go nie słyszała.
Przyłożyła ucho do kamienia wyjściowego i nasłuchiwała …


W końcu melodia wygrywana na trąbce ucichła. Zrobiło jej się trochę przykro, ale kiedy pomyślała, że już niedługo zobaczy nieboszczka, bardzo się ucieszyła.


W końcu się ściemniło. Jędza wypukała odpowiedni kod w kamiennej ścianie i głaz, zastępujący drzwi, otworzył się. Wyszła szybko na cmentarz w poszukiwaniu nowego grobu. Znalazła. O dziwo nie było na nim żadnych wiązanek ani zniczy. Wzbudziło to w niej jeszcze większą ciekawość.
Rzuciła okiem na napis na nagrobku. „Krystian Proć 1978-2014-spoczywaj w niepokoju”.
Bardzo spodobało jej się to imię. Postanowiła go wskrzesić. Pobiegła ile tchu do swojej groty i czym prędzej wróciła. Otworzyła księgę z odpowiednim zaklęciem i położyła ją na grobie.


Zaczęła skakać wokoło grobu, przeskakiwać z nogi na nogę wymachując przy okazji rękoma w górze i zaczęła wypowiadać swoje zaklęcie.

-Czary mary bim-bam-bim, niech się stanie wielki dym! Hokus-pokus czary mary, przybądź tutaj durniu stary!-mówiła śpiewnie i wesoło.


W końcu z mgły wyłonił się nieboszczyk. Jak nowo narodzony…No prawie.


-Chodź za mną, pokraczko-powiedziała słodko i zamrugała do niego uroczo oczami.
-A gdzie?-zainteresował się
-A w cholerę!
-A czyli gdzie to?
-Ty serio jesteś taki głupi, czy tylko tak udajesz?-zapytała sarkastycznie
-Hy,hy. Głupii! Hahaha. Głuuuupiiii. Fajne, nie? Głuuupiii…-Janka tylko przewróciła oczami i przyspieszając kroku w myślach modliła się, żeby mu to przeszło.


Po chwili dotarli do „kryjówki” czarownicy.
-To tutaj.
-Gdzie?-zaczął oglądać się wokół własnej osi Proć-zombie J
-Tu gdzie stoisz, debilu bezmózgi.
-Pod stopami?-zainteresował się i zaczął podnosić stopy sprawdzając, czy znajdzie pod nimi co najmniej zagubionego skarbu piratów.

 Janka poszła po swoją cegłę i z całej siły walnęła Procia w głowę. W czaszce zombiaka rozległo się echo, a on sam upadł na podłogę, pogrążając się w głębokim śnie.


Baba jaga-Dżejn za to udała się na łowy. Na zewnątrz zapadł już zmrok.  Na drzewach można było zauważyć sowy i kruki. Ona jedna, wspaniała nie poddawała się. Szła po omacku, szukając najbliższej ścieżki. W końcu trafiła na główną drogę cmentarza, a co się z tym wiązało-pożywienie.
Co jakiś czas bowiem znajdowały się śmietniki. Wiedźma grzebała do samego dna, zabierając takie rarytasy jak: stare kwiaty, pająki, od czasu do czasu skórka po bananie.


Przyczaiła się za jednym drzewem. W zbiorniku z wodą kąpał się właśnie jakiś bezdomny. Kiedy w końcu wyszedł i odszedł kawałek dalej, czarownica poszła i zaspokoiła swoje pragnienie.
Napita i nasycona wróciła do swojej groty.


Widok, jaki tam zastała, przeraził ją okropnie. Cegłę, JEJ CEGŁĘ, przytulał jakiś przygłupi zombiak, a drugą ręką ssał kciuk.


I to jest niby kryminalista i porywacz?!”-pomyślała i wyszarpnęła z „objęć” Procia swoją cegłę, ułożyła się wygodnie na kamieniu i zasnęła.


Rano obudził ją jaj nowy „współlokator”


- Czarownico obudź się , obudź się - Dżej dżej nic nie reagowała więc Proć kopnął w jej "poduszkę" ( kamień)
- Co ty wyprawiasz - zapytała wkurzona Dżej-dżej 
- Chciałem Cię obudzić ale nie reagowałaś więc kopnąłem w twoją "poduszkę"
- Czego chcesz - zapytała coraz bardziej zła czarownica
- Wołają nas , czekają na nas już!
- Ale kto - zapytała nie rozumiejąc o co chodzi Krystianowi
- Nasze rodziny z cmentarza .
- Gdzie mamy iść - zapytała
- Na cmentarz na imprezę
- Jaką?- zapytała
- Dla nas upiornych potworów na halloween’ową zabawę.
- Czyli nie musimy się przebierać - zapytała
- Ty wyglądasz tak strasznie , że na pewno nie musisz - Krystian za to dostał od Janki.
- Ty wcale nie jesteś lepszy.
-Powiedzmy szczerze. Ja jestem nie do końca obdarzonym urodą zombie, a ty obrzydliwą, starą jędzą, która lepiej się powinna światu na oczy nie pokazywać.
-Jak śmiesz mnie obrażać! Poza tym, nie mów do mnie na „ty”. Zwracaj się do mnie „pani” i rób co ci karzę, bo inaczej pójdziesz do tej twojej trumienki, ale zamiast milusiej cegły dostaniesz milion kołków i srebrnych krzyży!
-Ale ja nie jestem wampirem, pani!
-Pal licho. Idziemy na tą imprezę.-rozkazała i wyszli z kryjówki.


Po drodze była zła, że go w ogóle wybudziła. Towarzystwa jej się zachciało. Proć snuł się za nią. W końcu dotarli na środek cmentarza. Jak się domyślała, tego dnia wychodziły z kryjówek wszystkie zombiaki. I ku jej załamaniu, wszystkie miały typowe IQ krzesła. Zombie dopiero po dwudziestu czterech godzinach stawało się „normalne”… O ile można było tak w ogóle powiedzieć o zombie.
Usiadła na jednym z grobowców i przyglądała się swawolnemu wygrzebywaniu się zombie spod ziemi.


Po dwóch godzinach zabawa przygłupich zombie się rozkręcała w najlepsze. Jedni tańczyli chwiejnie, inni pili piwo ukradzione z pobliskiego monopolowego.
Tylko Dżej siedziała z miną mówiącą „Ja ich nie znam”.


W pewnej chwili jakieś zombie-trudno było dokładnie określić płeć, aczkolwiek miało na sobie jakiś kapelusz czarownicy w brokatowe dynie. Najwidoczniej zwędzili jakimś małym dzieciom łażących w pobliżu z cukierkami.


-Abrakadabra, czary-mary, Justin Bieber to twój stary!-powiedział pijany wymachując palcem, nie zdając sobie do końca sprawy z kim rozmawia. Załamana Janka wyjęła swoją różdżkę zza paska i rzuciła na niego, w tym wypadku, prawdziwe zaklęcie.

-Hokus-pokus, hokus-pokus, twoja stara to Ford Focus!- i machnęła różdżką w jego kierunku. Zombie jak stało, w ułamku sekundy zmieniło się w stary model samochodu. Wsiadła do niego i włączyła radio.
Z głośników zaczęło lecieć coś miliard razy gorszego od marszu żałobnego.

Ouoooo…
You know you love me
I know you care
Just shout whenever, and I'll be there
You want my love
You want my heart
And we will never, ever, ever be apart

-Tata?- zapytała Janka. Odpowiedział jej tylko refren.

Baby, baby, baby, oh
Like
Baby, baby, baby, no
Like
Baby, baby, baby, oh
I thought you'd always be mine…mine


-NIEE!!!-krzyknęła przerażona na całe gardło. Nie zauważyła nawet muru, tuż przed nią.

-Hejo!-z bagażnika wyłonił się Proć

-Błagam, ja mogę umrzeć, tylko nie z nim!

-Sorry, memory. Taki mamy klimat.- odezwał się jakiś głos w jej głowie i oboje z impetem 250 kilometrów na godzinę uderzyli w gruby, betonowy mur.


Janka otworzyła oczy. Samochód był cały rozbity. Proć leżał na tylnym siedzeniu. Nie ruszał się. Dżejn postanowiła, że nie chce żyć bez Procia. Wyczarowała miksturę i ją wypiła. Przypomniała sobie, że ona ma tylko działanie na jakiś czas, więc wyczarowała srebrny sztylet i przebiła sobie nim serce…


Po jakimś czasie zbudził się Proć. Zobaczył martwą Jankę.
-„Janka, ach czemuż ty jesteś Janka”-pomyślał Proć. –„To takie brzydkie imię”-dodał. Wzruszył ramionami. Wydostał się ze zniszczonego doszczętnie Focusa.
-Przynajmniej, nie będę musiał udawać normalnego! Hyh,Hyh!-powiedział zadowolony Proć, nieświadomy tego, że w ciągu następnych dwunastu godzin z powrotem zostanie uwięziony w grobie.
Ruszył radośnie podskakując w rytm radosnej piosenki tlącej się zza niego…


I'm goin' down, down, down, down
And I just can't believe my first love wont be around

And I'm like
Baby, baby, baby, oh
Like
Baby, baby, baby, no
Like
Baby, baby, baby, oh
I thought you'd always be mine, mine…

Baby, baby, baby, oh
Like
Baby, baby, baby, no
Like
Baby, baby, baby, oh
I thought you'd always be mine, mine… “

poniedziałek, 20 października 2014

Część 3


Tę część dedykuję mojej kochanej Oliwii <3 - bez niej by ona nie powstała.
Komentujcie , komentujcie i jeszcze raz komentujcie nawet nie wiecie jak to motywuje do dalszego działania. Podoba Wam się w ogóle opowiadanko ? :) 
Miłego czytania ! :)


                                                                       "Zmiany"

Siedziała jakiś czas pod drzwiami. Miała prawdziwy mętlik w głowie. Marcin, nowa praca...

-Kasiu, wszystko w porządku?-zatroszczyła się pani Basia

-Słucham? A.. tak, tak.-powiedziała wyrwana z myśli.

-Chodź, dziecko. Zrobiłam kolację...

-Nie, dziękuję. Przepraszam, ale muszę już wracać do Warszawy. Jest już bardzo późno, a rano muszę 

iść do pracy...

-No tak... Marka jeszcze nie ma, może byś jednak poczekała.

-Nie, nie, naprawdę... Muszę trochę pobyć sama, przemyśleć kilka spraw...

-Dobrze... Jeżeli byś chciała porozmawiać, to wiesz.

-Wiem, pani Basiu. I bardzo za to dziękuję. Ja już lepiej pójdę...

-Dobrze. Jedź ostrożnie.-powiedziała przytulając niewysoką brunetkę.

Nie mogła zasnąć. Przez kilka dobrych godzin rzucała się po łóżku. Myślała o Marcinie. Niby już nic 

dla niej nie znaczył... Tak sobie wmawiała, ale jednak cały czas coś ją do niego ciągnęło. Tak bardzo 

chciała go przytulić, widząc jego smutek. Jedocześnie pragnęła rzucić się na niego, powiedzieć 

wszystko, jak bardzo ją zranił... I to, że cały czas coś do niego czuje. Nie coś. Kochała go. Mimo, że 

chciała to powstrzymać, nie mogła. To było za silne uczucie. A co z firmą? Gdyby się przeniosła do 

Grzegorza, byłaby blisko niego... Wtedy nie umiałaby się powstrzymać, jej pewność siebie i silne 

postanowienie posypało by się w drobny mak..

Z takimi myślami zasnęła.

O szóstej trzydzieści po mieszkaniu rozległ się nieznośny dźwięk budzika. Kasia nieprzytomnie szukała 

ręką telefonu i wyłączyła go. Zwlekła się z łóżka i poczłapała do łazienki. Zrobiła mocny makijaż, 

żeby zakamuflować wory pod oczami. Ubrała na siebie zwiewną, różową sukienkę do pół uda, szarą 

marynarkę i szpilki o tym samym kolorze. Zjadła szybko kanapkę, wypiła mocną kawę i ruszyła 

biegiem do pracy.

Na miejscu pojawiła się pięć minut przed czasem. Weszła pewnie do firmy. Tuż na korytarzu spotkała 

swojego szefa.

-O, pani Mularczyk , jak dobrze panią widzieć . Właśnie wracam z pani pokoju. Zostawiłem tam dokumenty do uzupełnienia. 

Dodatkowo, około południa dam pani rachunkowość i podatki do obliczenia. Na wczoraj!

-Ymm, dobrze...-wydusiła Kasia i ruszyła do swojego „gabinetu”, o ile można było tak nazwać 

klaustrofobiczny pokoik bez okien. Kiedy weszła, pierwsze co rzuciło jej się w oczy to ogromna sterta 

papierów. Opadła teatralnie na krzesło i wzięła głęboki wdech. Wzięła pierwszy arkusz do ręki. W tym 

momencie do pomieszczenia weszła Ola, asystentka szefa Kasi, po brodę załadowana w papierach.

-Ty nie mów, że z tym do mnie...

-No niestety.

-To są te kwity, co mam dostać w południe?

-Nie, na razie jedna trzecia, więcej unieść nie dałam...

-Wiesz co? Połóż to na chwilkę i zaczekaj z pięć minut-powiedziała Kasia i usiadła do komputera. 

Chwilę później z drukarki wyszedł dokument.

-No, teraz możemy iść. Ty weźmiesz tą stertę, ja tą drugą. No i magiczny papierek!-zaśmiała się 

brunetka

-A co to?

-Wymówienie!

-Jak to?

-No tak, to! Myślałam czy się nie przenieść, do teraz się wahałam. Do teraz...

-W sumie dobrze robisz... Też bym tak zrobiła na twoim miejscu.

-To chyba dobrze. Jeny! Jakie to ciężkie!-powiedziała chwytając stertę papierów.

-Pomyśl, że to ostatnia rzecz, jaką robisz w tej pracy!

-O patrz! I od razu lżej człowiekowi! 

-No, to idziemy!

Obie dziewczyny poszły pod drzwi gabinetu ich szefa.

-To która puka?

-Wchodź bez pukania.

-Wścieknie się...

-I co? Zwolni cię?-zaśmiała się Ola

-No to otwieram-powiedziała Kasia i przydusiła łokciem klamkę. Drzwi bez problemu ustąpiły. Ku ich 

zaskoczeniu w środku było pusto.

-No proszę, lew opuścił jaskinię!

-I wyszedł na żer!-dopowiedziała asystentka, po czym obie kobiety się roześmiały. Ustawiły „wieże” z 

dokumentów na biurku i opuściły gabinet szefa.

-To co, idziesz?

-Na to wygląda. Pojadę do pana Grzegorza podpisać potrzebne papiery i wracam na stare śmieci...

-Aaa, to stamtąd uciekłaś do nas?

-Tak... Ja widać życie zatoczyło krąg. No nic, zbieram się. Jakbyś mogła podpisane wypowiedzenie 

przefaksować do firmy Chodakowskiego, to będę Ci wdzięczna.

-Nie ma sprawy. Powodzenia!

-To ja ci tego powinnam życzyć!

-Chyba racja..

-No, więc powodzenia i do zobaczenia!

-Pa!

Kasia wyszła z firmy, wsiadła w samochód i pojechała do firmy Grzegorza Chodakowskiego...

Kiedy zaparkowała na placu budowy, prawie nie poznała tego miejsca. Bloki, które ostatnio posiadały 

tylko fundamenty, były już prawie gotowe. W niektórych kładzione było kafle na zewnątrz. Jej 

spojrzenie powędrowało do pięknego biura. Na szczęście nie było już, jak to nazywała, kontenera 

z oknami, w którym musiała pracować... Teraz jej oczom ukazał się parterowy budynek, z czarnymi 

szybami, obłożony z zewnątrz czarnymi, połyskującymi kaflami. Udała się brukową ścieżką do wejścia.

W drzwiach o mało nie zderzyła się z Grzegorzem.

-O! Dzień dobry, panie Grzegorzu! Ja właśnie do pana.

-Witaj Kasiu, pięknie dziś wyglądasz-przywitał się starszy Chodakowski, całując dziewczynę w dłoń.

-Mam nadzieję, że oferta pracy nadal aktualna?-powiedziała szybko, lekko zaczerwieniona dziewczyna

-Oczywiście! Chodź, omówimy szczegóły.-odparł Grzegorz i otwierając drzwi nakazał jej gestem ręki 

wejść do środka. Po chwili znaleźli się w jego gabinecie. Na początku żywo rozmawiali, śmiali się... W 

końcu Kasia zapytała

-Kiedy mogłabym zacząć pracę?

-Nawet teraz.

-Dobrze, naprawdę bardzo panu dziękuję.

-To ja dziękuję, że się zgodziłaś, bo pewnie nie miałaś ochoty pracować z...

-Nie, nie. Jest w porządku. Dam sobie radę.-przerwała Kasia i uśmiechnęła się do niego

-Pokój numer siedem, zaprowadzę Cię...-powiedział Grzegorz. Niestety z jego spodni rozbrzmiał 

dzwonek telefonu.

-Przepraszam Cię, muszę odebrać...

-Dobrze, ja pójdę sama.-odpowiedziała Kasia i poszła na poszukiwania swojego nowego „gabinetu”.

W końcu znalazła. Pokój numer siedem. Nacisnęła klamkę. Był piękny. Miał drewniane podłogi, szafę 

z posegregowanymi dokumentami i duże, drewniane biurko... No i najważniejsze-okna.

Kasia rozsiadła się w swoim fotelu. Oparła się wygodnie o oparcie. Chwilę później poczuła opadające 

powieki.

~Czas na kawę-pomyślała i wyszła z pokoju. Pytając się o drogę w końcu dotarła do pokoju socjalnego 

i zalała cudowny napój. W pomieszczeniu szybko pojawiła się sprzątaczka wraz z całym sprzętem. Gdy 

zaczęła myć podłogę, Kasia szybko uciekła, ze względu na drażniący ją zapach. 

Szła korytarzem sycąc się zapachem świeżej kawy. Chwilę później zderzyła się z kimś.

-No jak chodzisz człowieku! To była nowa sukienka! -krzyknęła, kiedy cała zawartość kubka wylała się 

na jej nową sukienkę. 

-No chyba pani z nosem w...-odpowiedział podobnym tonem sprawca zderzenia. Niestety nie 

dokończył, kiedy zobaczył jakże znajomą twarz. Kasia od razu napotkała jego ciemne, magnetyczne 

oczy, w których zawsze się zatracała. Jednak szybko skarciła się w głowie i przywołała się do 

porządku.

-Ja... ja, przepraszam, nie zauważyłem, to moja wina...-powiedział nerwowo i niezręcznie przeczesując 

włosy

-Ooo, no proszę jak ci się szybko gadane zmienia, nie? Najpierw „jak chodzisz?!”, a później potulny 

jak baranek...

-Kasiu, ja naprawdę przepraszam... Ja ci odkupię tą sukienkę, chodź, pomogę Ci..

-Nie dziękuję, poradzę sobie sama... Jeszcze tego by brakowało, żeby poszła plota, że wice dyrektor 

firmy, Marcin Chodakowski, obmacuje nową pracownicę.

-A od kiedy ty się plotkami przejmujesz?

-Widocznie mało mnie znasz...-powiedziała Kasia, wyminęła go i poszła w stronę swojego pokoju w 

głowie myśląc, że Marcin znowu miał rację. I to nie była prawda, że jej nie znał... Znał ją na wylot...

 I to było najgorsze...

czwartek, 16 października 2014

Część 2


Kochani ! <3
 Dedykuję tę część : Oliwii , Karoli , Juli , Optymistce , i wszystkim , którzy na nią czekają ! <3
Wow ! Idziecie jak burza już jest 1000 wyświetleń , nawet nie wiecie jak się cieszę . Z okazji tylu wyświetleń będzie niespodzianka ale nie dzisiaj ! <3 
Miłego czytanka ! :*
Karolcia


"Daj mi szansę z Tobą porozmawiać "


Kasia poszła się przejść do swojego ulubionego miejsca . Jakie było jej zdziwienie kiedy zobaczyła tam siedzącego na kamieniu Roberta . Poszła dalej , nie chciała z nikim rozmawiać ,ale niestety nie udało jej się przejść nie zauważalnie bo Robert ją zobaczył .
- Cześć Kasiu
- Cześć 
- Dobrze Cię widzieć 
- Ciebie też , co słychać ? Dalej jesteś policjantem ?
- Wszystko dobrze . Nie nie pracuję już w policji . A u Ciebie co słychać ? Dalej piszesz do gazet ?
- Jak to nie pracujesz już w policji ? U mnie jakoś leci . Nie , nie jestem już pisarką tylko sekretarką .
- Policjantem nie jestem bo pracuję w firmie teścia . A gdzie jesteś sekretarką ?
- W firmie budowlanej . O to widzę , że miałeś więcej szczęścia niż ja .
- Jak to ? Coś się dzieje ? Nie jesteś już z tym chłopakiem dla którego mnie zostawiłaś ?
- Dalej o tym pamiętasz ? Nie , nie jestem już z Marcinem , chociaż sama nie wiem , zdradzał mnie z dwoma innymi , jak był ze mną . Rozstałam się z nim po tym jak się dowiedziałam . Teram mówi , że się zmienił , ale nie wiem co mam robić , a ni co mam myśleć o tym wszystkim.
- Kochasz go ?
- Oczywiście , że tak !
- No to idź za głosem serca . Nie zawsze trzeba słuchać rozumu .
Nawet nie zauważyli , kiedy zaczęło robić się ciemno . 
- Odprowadzę Cię
- Nie dziękuję , trafię do domu .
- Odprowadzę Cię , jest ciemno i późno . A poza tym nie chciałbym , żeby coś Ci się stało . 
-  Martwisz się o mnie . Dobra , chodź już .
Kasia i Robert spacerkiem szli do domu , rozmawiali jak za dawnych czasów , jakby się znali lata jak i nie dłużej . Rozmawiali o wszystkim ale także o niczym . Mularczyk nie wiedziała , że przed domem czeka na nią od kilku godzin niespodzianka . Kiedy byli już bardzo blisko domu , Robert zostawił ją , żegnając się z nią buziakiem w policzek i przytuleniem . Marcin z daleka widząc tę scenę , aż się w nim coś zagotowało . Nie mógł wytrzymać , że "jego" Kaśka przytula i całuje się z jakimś obcym facetem , którego nie znał albo nie poznawał . Czy był zazdrosny ? Na to wyglądało , czy zakochał się w Mularczyk ? Chyba tak , skoro był o nią zazdrosny . Czy zrozumiał , że to ona jest kobietą , miłością jego życia ? Na to pytanie odpowiedzi nie znał nawet sam Chodakowski . 
Jakie było zdziwienie Kasi , kiedy przed domem na przeciwko jej auta , zobaczyła tak dobrze jej znany samochód i rejestrację . Przez okno patrzyła się Pani Basia pomachała do Kasi i pokazała jej , że trzyma za nią kciuki za tę całą rozmowę . Kasia odmachała P.Basi i przesłała buziaka. 
- Cześć Kasiu 
- Czeeść . Co ty tutaj robisz ?
- Chciałem z Tobą porozmawiać , jeśli się zgodzisz.
- Marcin my już nie mamy o czym rozmawiać . Zmarnowałaś swoją szansę , którą miałeś .
- Kaśka proszę Cię tylko o rozmowę , mam Cię błagać na kolanach , żebyś się zgodziła ?
Kasia była śmiertelnie poważna przy tej rozmowie. Chodakowski jej jeszcze takiej nie widział . Całej sytuacji z ukrycia przyglądała się P. Basia . 
- Może tak , może nie . Rób jak chcesz . Ja idę do domu .
Marcin właśnie w tym momencie co Kaśka miała iść do domu , uklęknął . P. Basia zawoła P.Lucjana , żeby zobaczył co wyprawia młody Chodakowski . P . Basia była przekonana , że Marcin chce się Kasi oświadczyć , tylko , że to by było nie podobne do Marcinka . 
- Kaśka proszę Cię tylko o rozmowę , ja naprawdę się zmieniłem . 
Mularczyk wybuchła śmiechem po tym jak zobaczyła klęczącego Marcina .
- Wstań z tej ziemi i nie rób cyrku
- Porozmawiasz ze mną ?
- O czym chcesz rozmawiać ?
- O nas , o Tobie , o mnie ?
- Nas już dawno nie ma , nawet nie wiem czy kiedykolwiek "my" byliśmy.
- Kaśka , ja naprawdę się zmieniłem . Nie wiem czemu tak późno musiałem to zauważyć , dopiero jak mnie zostawiłaś dotarło do mnie , że straciłem kogoś bardzo ważnego dla mnie, jak odeszłaś ode mnie nie mogłem sobie znaleźć miejsca w domu . To dzięki Tonie w moim życiu coś się działo , tylko wtedy jak byłaś ze mną moje życie miało sens.
Kasia nie spodziewała się takich słów z ust Marcina . Nawet nie wiedziała co ma odpowiedzieć .
- Powiesz coś ?
- Tak szczerze , to zszokowałeś mnie tą wypowiedzią ..
- Ja się naprawdę zmienię jeszcze bardziej . Tylko boję się jednej rzeczy ... , że jak ja się zmienię to będzie , już za późno , że ty będziesz już z kimś innym . Kasiu proszę Cię tylko o jedną rzecz . Poczekaj jeszcze trochę . 
- Zastanowię się 
Po tych słowach Kasia weszła do domu zamknęła drzwi i sunęła się na podłogę opierając o futrynę drzwi , była w tak ciężkim szoku , że nie wiedziała co ma robić .  

niedziela, 12 października 2014

Część 1

No i jest część 1 !   Z góry mówię , że opowiadania będą różnej długości :) 
Komentujcie (można anonimowo ) no i oczywiście czytajcie !  
Zapraszam do czytania !  


"Chcę Ci znowu zaufać"

Brunetka o pięknej figurze w chabrowej sukience do kolan , wybrała się do Grabiny odwiedzić jej najbliższą ale także jedyną "rodzinę" - Pani Basia i Pan Lucjan małżeństwo z długim stażem , bardzo się kochające , które traktuje Kasię jak własną córkę  , którą nie jest.
Dziewczyna nie dawno się pozbierała po rozstaniu z chłopakiem . Marcin nie raz jeszcze przychodził do Kasi i prosił o kolejną szansę. Lecz Mularczyk nie dawała za wygraną , nie chciała z chłopakiem rozmawiać ani go znać po tym co zrobił , przecież jak można być z dziewczyną a jednocześnie zdradzać ją z dwoma innymi - Eryka i Janka tak chyba nazywały się te dwie . A może to rozstanie z Kasią dało mu coś do myślenia - chociaż są tacy ludzie jak on się nie zmieniają chyba , że na gorsze , no chyba , że on jest wyjątkiem , tym wyjątkowym wyjątkiem . Zobaczę czy będzie się dalej starał , jeżeli tak to czemu mam nie zaryzykować i nie dać mu kolejnej szansy . Tak się zamyśliła , że nie zauważyła kiedy wjechała na podwórko Mostowiaków. 
Na ławce przed domem nie siedział nikt inny jak Pan Lucjan ze swoim przyjacielem Panem Kisielem . Wysiadła z samochodu i skierowała się w stronę Panów , żeby się z nimi przywitać . Za drzwi domu wyłoniła się Pani Basia:
- Kasia , Kasieńko moja przyjechała.
- Dzień dobry Pani Basiu
- Choć do domu w samą porę trafiłaś nie dawno upiekłam ciasto.
- Wspaniale , Pani Basiu , a jest może Marek ?
- Nie , nie ma niestety Kasiu , pojechał do Ewy. Stało się coś , jesteś jakaś smutna ?
- Nie Pani Basiu wszystko jest dobrze.
- Na pewno ? Wiesz o tym , że mi o wszystkim możesz powiedzieć .
- Wiem Pani Basiu i bardzo się z tego cieszę , bo wiem o tym , że mam taką bliską mi osobę , której mogę powiedzieć wszystko i chyba dłużej nie dam rady tłumić tego w sobie i muszę się komuś wygadać.
- No to co ci leży na tym twoim serduszku ?- Pani Basia postawiła przed Kasią sok i szarlotkę .
- No bo chodzi o to ... A pamięta Pani jak się rozstałam z Marcinem ? 
- Oczywiście , że tak , to o niego chodzi prawda ?
- Tak , kiedy już udało mi się o nim zapomnieć to on znowu pojawił się w moim życiu i prosi o kolejną szansę. Twierdzi , że się zmienił . Pani Basiu nie mam pewności , że się zmienił , może tylko tak mówi , żeby mnie odzyskać . Nadal go bardzo kocham . Co ja mam robić ?
- A powiedział Ci , moje dziecko , że jemu na Tobie zależy ? Że Cię kocha ?
- Powiedział mi , że jestem dla niego ważna . Skąd ja mam wiedzieć czy on mnie kocha.
- Wiesz co taki mądre zdanie ostatnio przeczytałam i powiem Ci ,że idealnie pasuje do Twojej sytuacji : " Nie sztuką jest dać się pokochać , sztuką jest odpowiedzieć miłością na miłość ".
- Może i ma Pani rację Pani Basiu.
- Wiesz co .... - w tym momencie rozdzwania się telefon Kasi.
-Przepraszam Pani Basiu ale muszę odebrać , to ojciec Marcina.
- Dobrze , skończymy rozmowę jak porozmawiasz .

- Halo
- Cześć Kasiu
- Dzień dobry Panie Grzegorzu.
- Dzwonię ,żeby się spytać jak Ci się pracuje u mojego kolegi . 
- Jest ciężko , no ale jakoś mi się udaje . Teraz akurat udało mi się zdobyć dwa dni wolnego i jestem w Grabinie - Kasia nie wiedziała , że obok Grzegorza jest Marcin , który prosił ojca , żeby do niej zadzwonił , no od niego nie odbiera telefonu. Grzegorz napisał na kartce Marcinowi , że Kaśka jest w Grabinie . Marcin złapał za kluczyki od auta i wyruszył do Grabiny . 
- To dobrze przynajmniej sobie odpoczniesz . Wiesz Kasiu , dzwonię w ogóle z takim zapytaniem czy nie chciałabyś zmienić miejsca pracy . Odkąd ty odeszłaś to nie mogłem znaleźć nikogo na twoje miejsce , po prostu jesteś niezastąpiona na tym stanowisku . 
- ... - Kasia była w takim szoku po tej propozycji , że nie wiedziała co ma odpowiedzieć . 
- Halo Kasiu , jesteś tam ?
- Tak tak jestem , tylko po prostu szokował mnie Pan tym pytaniem . 
- Ale chciałabyś wrócić do naszej firmy ? Zastanów się na spokojnie , dam Ci czas . Zadzwonisz jak się zastanowisz .
- Dziękuję na pewno się odezwę . 
- Nie ma za co . To do usłyszenia .
- Do widzenia .
Kasia wróciła do Pani Basi po rozmowie z ojcem Marcina , Panem Grzegorzem.
- No i co chciał ojciec Marcina.
- Zaproponował mi pracę .
- To chyba dobrze byłaś zadowolona jak tam pracowałaś.
- Tak , tak . Pani  Basiu ja muszę iść się przejść , przemyśleć wszystko . Za niedługo wrócę.
- Idź , idź , moje dziecko .







sobota, 11 października 2014

Witam :)

Witam wszystkich .
Na tym oto blogu będę pisać opowiadania o najlepszej parze z "M jak Miłość" czyli o 
Kasi i Marcinie --> KaMi <3 . Mam nadzieję , że mój blog się spodoba i będę miała dla kogo tu pisać :) Liczę na komentarze i wskazówki od Was . Nie wiem ile będzie części - nie potrafię tego teraz określić ale będzie się działo i będzie ciekawie :) Części będą różnej długości . Za niedługo możecie się spodziewać pierwszej części .
Z mojej strony to chyba tyle . Życzę miłego czytania !