sobota, 23 stycznia 2016

Część 19

Witam was !
Przybywam do Was z kolejną częścią.
Powoli zbliżamy się do końca.

Poranne promienie słoneczne przebijały się przez okno w mieszkaniu przy ulicy Polnej*.
Młody dobrze zbudowany mężczyzna ,który jeszcze leżał w łóżku trzymał w swoich ramionach całych swój świat ,którym była drobna brunetka. Mężczyzna od dobrych paru chwil rozmyślał o tym jak przekonać swoją narzeczoną do tego,żeby z nim zamieszkała.Był tak pogrążony w swoich przemyśleniach,że nawet nie zauważył,że jego ukochana już nie śpi i od dłuższej chwili mu się przygląda.
- Nad czym tak rozmyślasz?-zapytała Kasia
-Ooo dzień dobry kochanie-powiedział Marcin z uśmiechem ,po czym nachylił się i musnął usta brunetki.
- No to jak?
-Wprowadź się do mnie ,poza tym Kaśka jesteś już moją narzeczoną i muszę o ciebie dbać i chciałbym mieć cię cały czas przy sobie.Budzić się i zasypiać przytulonym razem z tobą.
-Teraz zaraz już?-zapytała z uśmiechem Mularczyk
-Najlepiej by było
-A mogę popołudniu ?
-Czyli,że się zgadzasz?-zapytał ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy
- Oczywiście,że tak -powiedziała i pocałowała Marcina
- Kocham Cię! -powiedział z ogromnym uśmiechem brunet
- Ja ciebie też!

Kilka godzin później:
-Krzysiek ,proszę cię tylko mi nie zdemoluj tego mieszkania .Mam nadzieję,że nie będę musiała tu już wracać,ale w razie czego chciałabym mieć do czego wrócić.
- Kochana moja , nic się nie martw .Wszystko będzie na swoim miejscu jakbyś chciała tu wrócić. Chodź zniosę ci walizki do samochodu.
- Dziękuję.
- Wiesz co Marcin ma naprawdę ogromne szczęście,że jest z tobą . Zazdroszczę mu. Trzymaj się i uważaj na siebie.
-Dzięki ,ty też na siebie uważaj i pilnuj mieszkania. - Kaśka przytuliła Krzyśka i pocałowała go w policzek po czym wsiadła do swojego samochodu i odjechała.
Całe szczęście,że Marcin ma windę - pomyślała Kasia
 Już po chwili dzwoniła na dzwonek do dobrze jej znanego mieszkania.
- Otwarte - krzyknął głos ze środka mieszkania ,jednak Kasia nie zamierzała wchodzić ,stwierdziła,że poczeka aż jej ukochany jej otworzy drzwi.Zadzwoniła jeszcze raz na dzwonek
- Już idę .
- Kasia
- Cześć ,pomożesz mi ?
Marcin gestem ręki pokazał ,aby weszła do mieszkania .
- Niee , no wiesz powinieneś mnie przenieś przez próg,żeby nam się razem dobrze mieszkało.
- Chodź - chwycił ją za rękę , a po chwili Kaśka opatulała nogami Marcina w pasie.
- Dobrze ,że jesteś - powiedział brunet dalej trzymając ukochaną na rękę i zaczął ją całować .
-Marcin ,aa bagaże - powiedziała Kasia między pocałunkami
- To potem , teraz muszę się zająć moją narzeczoną .

czwartek, 31 grudnia 2015

Część 18

Witam was moi drodzy po raz ostatni w tym roku. Część krótka , przejściowa,beznadziejna ,po prostu chciałam aby w tym roku coś jeszcze było na blogu. Z okazji sylwestra i nowego roku chciałabym wam życzyć wszystkiego co najlepsze , spełnienia marzeń, dużo miłości ,zdrowia i radości. Szampańskiej zabawy i aby ten rok 2016 był lepszy od 2015 :)
Karolcia ♥

- Krzysiek, jesteś tu , Krzysiek?- zawołała Kasia wchodząc do domu .
- Co ty się tak drzesz z rana? Pali się ?- zapytał Krzysiek, który wyglądał jakby dopiero co z imprezy wrócił.
- Po pierwsze nie z rana, bo już dochodzi 12. A poza tym trzeba było wczoraj tak nie balować.
- No więc co jest tak ważnego ,że mnie po imprezie jak dla mnie z rana  z łóżka ściągasz?
- Patrz! I podziwiaj! -powiedziała Kasia po czym pokazała Maczecie prawą dłoń na,której prezentował się pierścionek.
- Co? Nie wierzę! Od razu mi kac i sen przeszedł- Kaśka na jego słowa się zaśmiała.
- To uwierz. Chociaż ja sama wczoraj nie mogłam w to uwierzyć.
- Oświadczył ci się ! Wczoraj u Państwa Mostowiaków?
- Tak , tak przy wszystkich. Tak romantycznie jak z Romeo i Julia.
- Czekaj, ja muszę iść wziąć zimy prysznic , bo nie mogę w to uwierzyć. Nasz Marcinek się ustatkował. Zaraz wracam- powiedział Krzysiek wchodząc do łazienki.
- Okey, zrobię nam kawy, a tobie jeszcze śniadanie.
Kasia przygotowała wszystko i czekała na Maczetę aż wyjdzie z łazienki.
-Kasiu ,po południu przyjdzie tu Klara ,mam nadzieję,że się nie gniewasz ,że zgodziłem się aby tu przyszła?-zapytał blondyn wchodząc do kuchni .
- Nie nie ma problemu ,chodź siadaj i jedz.
Po zjedzonym posiłku Krzysiek z Kaśką usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać o oświadczynach Marcina . Ich miłą pogawędkę przerwał dzwonek do drzwi.
- Oo to pewnie Klara , pójdę otworzyć -powiedział Maczeta
- Cześć -powiedziała Klara i pocałowała Krzyśka w policzek.
- Cześć Kasiu - powiedziała z uśmiechem i podeszła przytulić Mularczyk
- Cześć- Kasia odwzajemniła uścisk.
-Chodź ,siadaj. Napijesz się czegoś?-spytał Krzysiek
- Kawę jak mogę.
- Tak,jasne już robię.
- Co słychać Klara ?-zapytała Kaśka
- Wszystko w porządku ,praca,dom,Michał (jej chłopak) i tak w kółko a co u ciebie?
- Bardzo dobrze, Marcin mi się wczoraj oświadczył - powiedziała Kasia z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Jej,w końcu! Moje gratulacje - przytuliła brunetkę
-Dziękuję .
- Powiem ci ,że od razu jak cię poznałam wiedziałam ,że będziecie razem. Jesteście sobie pisani.
- Dziękuję.
- Proszę kawa - Krzysie postawił kawę na stoliku przed Klarą.
- Dzięki, a ty Krzysiu pochwaliłeś się Kasi?
- Nie
- A czym miał się pochwalić?
- Nie ma czym się chwalić.
- Nie gadaj bzdur! Krzysiek ma dziewczynę -powiedziała z uśmiechem Klara
- Na prawdę? Znam ją?
- Nie ,nie znasz. Ma na imię Iza i jest kuratorką.
- Lewińska?
- Tak, znasz ją ? -zapytał zmieszany Maczeta
- No coś słyszałam.Moje gratulacje
- Dzięki.
Rozmowę do drzwi przerwał kolejny dzwonek do drzwi.
-Siedźcie,ja pójdę otworzyć-powiedziała drobna brunetka
- Marcin,co ty tutaj robisz?
- Cześć! Też miło cię widzieć - powiedział Marcin , po czym musnął usta Kasi i wszedł do mieszkania.
-Klara ! Cześć
 - Marcin! Moje gratulacje - powiedziała po czym przytuliła bruneta .
- Dziękuję , Kasia zbieraj się ,jedziemy .
- Dokąd?
- Do mojego brata i do Magdy.
- Chodź.
- Tylko bez szaleństw mi tu proszę - powiedział Chodakowski w żartach , po czym otworzył drzwi i wyszedł z Kasią
- Co ty ! Krzysiek ma dziewczynę - powiedziała z uśmiechem na ustach Kasia.
- Co? Kogo ?-zapytał Marcin nie dowierzając
- Iza Le...- nie było jej dane dokończyć bo Marcin już wiedział o kogo chodzi.
-Lewińska?
- Mhm,chodź jedziemy.

niedziela, 6 grudnia 2015

Część 17

Cześć! ♥
Zapraszam Was na kolejną część :)
Z okazji Mikołajek. Wesołych mikołajek :)
Miłego czytania! :)
Karolcia

Część 17

-Kaśka! Pośpiesz się ileż można na Ciebie czekać! - wołał Marcin,który czekał w przedpokoju.
-Już już idę. Nie denerwuj się -dzwonek do drzwi.- Możesz otworzyć-pyta Mularczyk
-Tak,już.
-Krzysiek? A ty to kluczy do domu nie masz? -zapytał Chodakowski na wstępie
-Nie widzisz ,że nie mam jak otworzyć drzwi?
- Aaa sorry nie zauważyłem.
-Wybieracie się dokądś?-zapytał z uśmiechem na ustach Maczeta
-Ta jedziemy do Grabiny na rocznicę Pani Basi i Pana Lucjana. Kasia chodź już bo się spóźnimy.
-Idę , idę. A ty Krzysiu co taki zadowolony?
- A nic nic ,tylko się umówiłem i właśnie miałem Cię prosić,żebym miał wolną chatę na wieczór jakby była taka możliwość.
- No nie wiem nie wiem zależy czy Marcin mnie przenocuje.
-Tyle razy Ci powtarzałem,żebyś się do mnie wprowadziła i byłby spokój. Masz wolną chatę wieczorem Maczeta ,tylko grzecznie mi proszę.
-Dzięki stary , mam u Ciebie dług.
- Nie ma za co. To co Kasiu idziemy?
- Tak,tak .Miłej zabawy Krzyś.
-Dzięki i wzajemnie. Trzymajcie się .

Godzinę później:
-Kasieńka,Marcin jak dobrze Was widzieć-powiedziała Pani Basia ,kiedy młodzi weszli do domu
- Dzień dobry Pani Basiu,Panią również miło widzieć -powiedziała Kasia po czym przytuliła na powitanie Mostowiakową,Marcin również
-A gdzie Pan Lucjan?-zapytała Kasia
- A gdzieś lata, jak zwykle.
-Tu jestem,już idę.
- Dzień dobry -powiedziała Kasia po czym przytuliła Mostowiaka a z Marcin uścisnęli sobie dłoń.
-Dzień dobry.
- Chodźcie ,siadajcie do stołu,zaraz będzie reszta rodziny.
- Marcin, pójdziesz do samochodu i przyniesiesz ?-zapytała Kasia
- Tak już idę. Przepraszam na moment.
- Pani Basiu , Panie Lucjanie z okazji 50 rocznicy ślubu chcielibyśmy życzyć: dużo zdrowia, miłości,szczęścia a przede wszystkim drugich 50 lat przeżycia ze sobą. Nigdy nie spotkałam bardziej zakochanych ludzi niż Państwo. To jest właśnie przykład prawdziwej miłości. A to dla Państwa.
- Nie trzeba było ale dziękujemy. No i możemy w końcu skończycie z tym Pan/Pani . Ja jestem Babcia Basia a to jest Dziadek Lucek . - powiedziała Barbara po czym wraz z Lucjanem wyściskała młodych.
- Zobacz Basiu jaki śliczny nowy komplet z porcelany.
- Do naszego nowego domu będzie teraz idealnie pasował.Dziękujemy.
- Naprawdę nie ma za co.
- Chodźcie do stołu.
Wieczorem:
-Babciu mam prośbę. Czy może babcia poprosić aby Kasia za chwilę wyszła na balkon?-zapytał Marcin
- Tak ale w jakiej sprawie?
- Chciałbym w końcu zrobić krok w przód w naszym związku
- Na prawdę ? Tak się cieszę.Oczywiście,że ją poproszę . Tylko wiesz,żeby to tak romantycznie było.
- Tak , tak , mam nadzieję,że się babcia nie obrazi jak wezmę kilka kwiatów z ogrodu?
- A bierz ile chcesz byle by Kasia była szczęśliwa.No leć już.
-Dziękuję
-Kasieńko mogłabyś pójść na balkon zostawiłam tam chyba apaszkę a nigdzie jej nie mogę znaleźć.
Kasia wychodzi na balkon i jest zaskoczona tym co widzi.
Po chwili słyszy głos dochodzący z dołu.
-Kaśka to ty?*
-Marcin? Chodź na górę
-Kaśka, nawet nie wiesz jak ja cię kocham , mógłbym tak stać do rana i mówić za ile rzeczy ja cię kocham
- Marcin co ci się stało?
- Żoną moją ostań
-Co?
- Wyjdziesz za mnie?
-Żartujesz?
- Nigdy w życiu nie byłem bardziej poważny Kaśka
- To chodź tutaj teraz.
- Kaśka to miała być scena balkonowa,weź mi tego nie psuj.
-W tej chwili choć tu.
-No dobra tylko to może trochę zająć czasu
-Okey
- Nie! Dobra nie! Przestań ,poczekaj. To ja zejdę.
-Okey
-Kasiu,zostaniesz moją żoną
-Jezus Maria.
- To tak czy nie
- Co ci się stało
- Od razu mi się coś musiało stać? Oszalałem z miłości do ciebie. Czekaj . Wyjdziesz za mnie?
- Tak.- Kasia nachyliła się i pocałowała Marcina
-Chcę z Tobą spędzić resztę swojego życia.
Przed domem zebrała się cała rodzina,która była na przyjęciu u Mostowiaków.
- Marcin mi się w końcu oświadczył- mówi Kasia
- Ooo stoczyłeś chłopie ciężki bój-mówi Pan Lucjan
- No dziadku nawet dziadek nie wie jak ciężko było. Ale wygrałem. Państwo wybaczą ale ja teraz muszę zabrać moją narzeczoną.
- Dobrze, na romantyczny spacer. Aaa ale za te kwiaty to się jeszcze rozliczymy..
- Rozliczymy się.
- Jestem z siebie dumny.
- Kocham Cię

*-tekst zaczynający się od gwiazdki pochodzi z odcinka 1105 Mjm.



poniedziałek, 2 listopada 2015

Ogłoszenie i ogromne przeprosiny!

Kochani! ♥
Chciałam Was bardzo przeprosić za to,że tak rzadko się tu pojawiają rozdziały.
Zostałam zasypana nauką a poza nauką mam również inne obowiązki.
Próbuję coś napisać ale mi to nie wychodzi.
Wiem,że Was pewnie zawiodę ,bo już nie pierwszy raz robię przerwę w pisaniu ,a jeszcze tak rzadko pojawiają się tutaj rozdziały. Bardzo Was za to PRZEPRASZAM.
Jak na razie zawieszam bloga na czas nie określony , nie wiem kiedy wrócę ,może wtedy kiedy w moim życiu się wszystko poukłada. Mam nadzieję,że jeszcze w tym roku się zobaczymy!
Pozdrawiam i przepraszam!
Wasza Karolcia! ♥
P.S
Zostawcie po sobie jakiś ślad,że to przeczytaliście i się na mnie nie gniewacie :) 

wtorek, 29 września 2015

Część 16

Witam ! ♥
Zapraszam na kolejną część.
Zostawcie po sobie jakiś ślad,że czytacie moje opowiadania.
Do następnego! ♥
Karolcia
UWAGA!
Część przeznaczona dla osób,które mają 18lat.
Jeśli nie masz ukończonych 18 lat nie powinieneś tego czytać. 

Część 16
Wpadli do szpitala jak burza. Od Marka dowiedzieli się,że Pan Lucjan w nim wylądował. Kaśka podeszła do okienka gdzie siedziała pielęgniarka.
- Dzień dobry, dzisiaj został przywieziony tutaj Lucjan Mostowiak,gdzie go znajdę?
- Dzień dobry, jest pani kimś z rodziny? Obcym nie mogę udzielać informacji.
- Tak jestem jego wnuczką , gdzie znajdę dziadka?
- Proszę chwilkę poczekać już sprawdzam.
- Dobrze
- Sala numer 126 , cały czas prosto i potem korytarzem w prawo.
- Dziękuję.
- Proszę
Kasia wraz z Marcinem poszli pod salę,którą wskazała im pielęgniarka. Obydwoje nie wiedzieli co się stało Mostowiakowi,że wylądował w szpitalu. Przed salą zobaczyli Panią Basię, Marka i Martę.
- Dzień dobry Pani Basiu - powiedziała Kasia - Cześć Marta i Marek.
- Cześć
- Kasieńko jak dobrze,że jesteś- powiedziała kobieta po czym przytuliła Kasię.
- Pani Basiu co się stało Panu Lucjanowi?
- Nie wiem , prawdopodobnie zawału dostał.
-Matko Boska! I co z nim?
-Lekarze się nim jak  na razie zajmują.
Usiedli na korytarzu i czekali aż dostaną informację od lekarza co dolega P.Lucjanowi.
Pół godziny później:
Z sali 126 wyszedł lekarz prowadzący Pana Lucjana.
- Dzień dobry nazywam się Łukasz Malicki i jestem lekarzem prowadzącym Pana Lucjana. Czy ktoś jest z rodziny tego Pana?
- Dzień dobry Barbara Mostowiak jestem żoną Lucjana. Co z nim?
- Dobrze, zapraszam Panią do gabinetu tam wszystko opowiem.
- Panie doktorze co z nim?
- Proszę usiąść. Pan Lucjan miał zatrzymanie akcji serca mówiąc kolokwialnie miał zawał serca. W porę zadzwoniła Pani po pogotowie,
- Co z nim teraz będzie?
- Sytuacja jest już opanowana, pacjent jest stabilny . Zrobimy jeszcze nie zbędne badania i jeśli wszystko będzie dobrze to jutro go wypiszemy do domu. Tylko będzie musiał przestrzegać moich zaleceń przez dłuższy okres czasu,
- Dobrze już ja tego dopilnuje. Panie doktorze a co było przyczyną zatrzymania akcji serca?
- Przemęczenie, nie leczone nadciśnienie tętnicze oraz wysoki cholesterol.
- Rany! A tyle razy mu mówiłam,że ma brać tabletki . Mogę do niego wejść?
- Tak tak proszę tylko nie przemęczać pacjenta.
- Dziękuję.
Po wyjściu z gabinetu Panią Basie zasypała lawina pytań:
- Mamo co z tatą?
- Wszystko już dobrze?
- Spokojnie , nie wszyscy na raz - zaśmiała się Pani Basia
- Ojciec miał zawał , jutro jak okaże się,że wszystkie wyniki będą w normie to wypiszą go do domu.
- Uff całe szczęście,że to się tak skończyło Pani Basiu- powiedziała Kasia
- Mamo możemy do niego wejść?-zapytała Marta
- Tak tylko mamy go nie przemęczać.
- Pani Basiu- zapytała Kasia
- Tak Kasieńko?
- To my będziemy się zbierać nie chcemy przeszka..- Pani Basia przerwała Kasi
- Przestań! Przecież wy też jesteście jak nasza rodzina.
- Tak tak proszę dać nam znać jak coś będzie się działo no i oczywiście kiedy Pan Lucjan wychodzi ze szpitala.
- No dobrze. Dziękuję Wam ,że tak szybko przyjechaliście. Trzymajcie się - Pani Basia przytuliła Kasię .
- Do widzenia - powiedział Marcin żegnając się z Panią Basią bo Marta i Marek byli już w sali u ojca,
- Zawieziesz mnie do domu?- zapytała się Kasia Marcina gdy już byli w samochodzie
- Myślałem,że spędzisz te noc u mnie.
-Wiem skarbie,że Ci to obiecałam ,ale naprawdę jestem wykończona po dzisiejszym dniu. - wyciągnęła rękę i zaczęła smyrać jego kark , od zawsze wiedziała,że to jest jego czuły punkt.
- No dobrze, to co przyjadę do Ciebie jutro, dobrze?
- Dobrze, dziękuję.
-Kasiu?
-Tak?
- A może poszłabyś ze mną jutro na trening?
- A praca?
- Ojciec jest teraz w firmie i powiedział,że mamy do końca tygodnia wolne.
- W sumie to czemu nie. Rano?
- Tak myślałem,że będzie najlepiej bo na popołudnie za planowałem co innego.
- Mm co takiego?
- Niespodzianka.
- Marcin,wiesz,że nie lubię niespodzianek.
- Wiem,dlatego będę Ci je robił,żebyś je polubiła. Przecież wiesz,że moje niespodzianki są zawsze udane,prawda?
-Prawda prawda.Dziękuję za odwiezienie. - powiedziała Kasia i pocałowała Marcina.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Do zobaczenia jutro.
- Pa
Kasia wyciągnęła klucze z torebki i weszła do mieszkania, Marcin odjechał dopiero po tym jak zobaczył,że włączyła światło w mieszkaniu.
- Krzysiek?- Zero odpowiedzi
- Krzysiu- zawołała wchodząc do jego pokoju. Dziwne,miał czekać na mnie. Przeszła do przedpokoju i się rozebrała z ubrania nawierzchniowego. Poszła do kuchni i nalała sobie wody do szklanki. Na blacie w kuchni zobaczyła kartkę, na której było napisane:
"Kasiu!
Bardzo Cię przepraszam za to,że mnie nie ma,ale musiałem wyjść chociaż wiem,że mieliśmy spędzić ten wieczór razem. Klara zadzwoniła do mnie cała zapłakana. Opowiem ci wszystko jutro.
Miłego wieczorku!
Maczeta :) "
Następnego dnia:
Siedziałam na ławce naprzeciwko chłopaka. Marcin miał obwiązane kostki jakimś białym materiałem i uderzał w worek treningowy.Miał na spodnie tylko spodenki koszykarskie , przez co widziałam jak napinają mu się mięśnie przy każdym uderzeniu w worek. Przekręciłam głowę w bok chcąc mu się lepiej przyjrzeć ,kiedy zaczął się śmiać.
- Nie mogę się skupić,kiedy tak mnie pożerasz wzrokiem - spojrzał na mnie ocierając pot z czoła.
-Wcale tego nie robię-żachnęłam się i popatrzyłam w stronę bieżni- Idę pobiegać.
-Nigdzie, nie idziesz - uśmiechnął się - Chodź tu do mnie - machnął ręką pokazując przestrzeń przed sobą.
- Co ty znowu wymyśliłeś?- uniosłam prawą brew do góry podchodząc do niego.
Brunet jednak nie odpowiedział,łapiąc mnie za nadgarstki. Pociągnął mnie w swoją stronę tak,że przyciskał moje plecy do swojej klatki piersiowej,Powolnym ruchem odpiął moją bluzę, przy okazji przejeżdżając nosem po mojej szyi. Zsunął mi ją z ramion i rzucił na podłogę, zostawiając mnie w legginsach i sportowym staniku.Położył dłonie na moich ramionach,powoli suwając je aż do nadgarstków muskając moją skórę swoimi opuszkami palców krok po kroku. Gdy doszedł już do nadgarstków,zjechał na palce,które zacisnął mi w pięści,chowając kciuki do środka.
- Musisz rozsunąć nogi-wyszeptał mi do ucha,przygryzając jego płatek a potem butem rozsunął mi nogi.
- Gdy uderzysz prawą ręką,lewą trzymaj wysoko przy twarzy by zablokować cios wymierzony do ciebie przez przeciwnika- powiedział mi do ucha ,kierując moimi rękami tak jak on to robił dzisiaj od dłuższego czasu.- Musisz patrzeć na ruchy przeciwnika. Nic ani nikt nie może cię rozproszyć, bo inaczej oberwiesz. Pamiętaj!- Powiedział normalnym tonem,jednocześnie całując mnie po szyi ,puścił moje ręce a swoje przeniósł na moje biodra.
- Spróbuj- zachęcił i nie zaprzestawał słodkich tortur. Uderzał już paręnaście razy,ale za każdym kolejnym razem stawało się to trudniejsze ,gdyż brunet docisnął moje biodra do swojej miednicy lekko ocierając o nią moim tyłkiem.
- Czy chodziło ci o takie rozproszenia?-powiedziałam,czując już jego erekcję.
- Mhm,mniej więcej coś takiego- zaśmiał się i energicznym ruchem obrócił mnie w swoją stronę. Jego usta zetknęły się z moim w łagodnym pocałunku.Ale gdy otarłam się o niego biodrami,musiał zdusić jęk,gdyż nie byliśmy na sali sami.Chwycił mnie za nadgarstek i wyciągnął z sali i ruszył w nieznanym jak dla mnie kierunku.
- Zaczekaj tu chwilę- po czym zniknął za drzwiami a ja zaczęłam rozglądać się po korytarzu.Po chwili znowu poczułam jak ktoś chwyta mnie za nadgarstek i wciąga do pomieszczenia,które okazało się szatnią tak właściwie to szatnią męską. Marcin od razu wpił się w moje usta i przyciągnął do siebie chwytając za biodra. Oczywiście oddałam pocałunek,wplatając ręce w jego włosy.
- Ktoś może nas zobaczyć-wyszeptałam z trudem łapiąc oddech.
- Sprawdziłem,nikogo tu nie ma . A poza tym zamknąłem drzwi na klucz- wysapał po czym złapał mnie za uda podnosząc na co owinęłam je wokół niego.Myślałam,że moje serce wyskoczy z piersi jakby chciało uciec ,kiedy Marcin chwycił za koniec stanika,chcąc mi go zdjąć. Powinnam się już przyzwyczaić gdyż robił to za każdym razem,kiedy to robiliśmy. Kiedy pozbył się już zbędnego materiału,podszedł od niebieskich szafek opierając mnie o nie i bardziej dociskając swoją miednicę do mojej,na co sapnęłam ciągnąc go za włosy.Zaczął schodzić pocałunkami coraz niżej aż w końcu odstawił mnie na ziemię,chwytając za gumkę od legginsów i szybko bez problemu ściągając je z moich nóg,przez co stałam przed nim w samych majtkach. Znowu złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, ciągnąc mnie w stronę ławki,na której usiadł. Zrobiłam to samo,oplatając go nogami.Ponownie zjechał pocałunkami na moją szyję i obojczyk przygryzając i ssąc skórę na tych częściach mojego ciała. Gdy poruszyłam biodrami,ocierając się o jego krocze ,po pustej szatni rozległ się głośny jęk,który zagłuszył nasze przyśpieszone oddechy.Teraz to ja przejęłam inicjatywę i zaczęłam całować go po żuchwie oraz szyi. On w tym czasie położył się na ławce przy ciągając mnie jeszcze bliżej siebie. Kiedy tylko poruszyłam biodrami ,z ust chłopaka wylatywał jęk.Nie mógł wytrzymać ściągnął mnie na chwilę z siebie po to by mógł zdjąć swoje spodenki po czym wszedł we mnie ,pchnął raz,drugi,trzeci po czym przyśpieszył tępo z naszych ust wylatywało co po chwilę jęki albo sapnięcia.
- Nie dam rady dłużej Marcin.
-Dasz radę skarbie.
- Jestem już blisko.- pchnął ostatni raz po czym doszłam do szczytu z głośnym jękiem,a brunet zaraz po mnie.Opadłam zdyszana na jego ciało , czując jak się unosi w przyśpieszonym tempie. Marcin zgarnął mi włosy z twarzy po czym pocałował w czoło.
- Musimy się zbierać,ktoś może nas zobaczyć-powiedział po czym podniósł się do pozycji siedzącej.
- Przecież zamknąłeś drzwi,prawda?
- Nie do końca.
-Co?-krzyknęłam ,spodziewając się tego co za raz usłyszę.
- Tych drzwi nie można zamknąć skarbie
- Co?-pisnęłam szybko schodząc z chłopaka i podnosząc moje ubrania z ziemi- Ty idioto! Przecież ktoś mógł tu wejść!

- Od razu by wyszedł słysząc nasze jęki-zaśmiał się.
- Nienawidzę Cię-powiedziałam,ubierając się z powrotem w ubrania.
- A zobacz ja Cię nawet kocham- po czym wstał i założył swoją dolną część garderoby.
- Bierzesz tabletki,prawda?
-Tak



poniedziałek, 20 lipca 2015

Część 15

Kochani! ♥
 Przybywam do Was z kolejną część opowiadania. Za pomoc dziękuję kochanej mojej współautorce bloga Monice ♥
Kto się cieszy ? :D
Standardowo czytamy i komentujemy :)
Do następnego 
Karolcia

Część 15

Kasia otworzyła oczy,starając się przyzwyczaić do jasności panujących w pomieszczeniu.
Delikatnie ściągnęła rękę Marcina ze swojej talii ,który spał sobie w najlepsze. Wstała z łóżka i zabrała z krzesła swoje ubrania i poszła do łazienki. W międzyczasie zadzwoniła po taksówkę.Chwyciła buty w rękę i miała już wychodzić,ale przypomniała sobie, że napisze Marcinowi karteczkę czemu wyszła go nie budząc. Odstawiła buty i poszła po kartkę:
"Marcin!
Przepraszam,że wyszłam, nie budząc Cię ale tak słodko spałeś,że nie miałam serca by Cię obudzić.
Obiecałam Krzyśkowi,że ten dzień spędzę z nim.
Widzimy się jutro w pracy.
Kasia"
Chwyciła buty i jak najciszej wyszła z mieszkania.
- A ty co się tak skradasz?-zapytała Janka wychodząc ze swojego mieszkania
- A co ciebie to obchodzi?
- Uciekasz od swojego księcia z bajki? Wiesz jak ja bym miała takiego faceta jak ty nie uciekałabym mu rano z łóżka.
- A ty co zazdrosna? Że Marcin wybrał mnie a nie ciebie? No popatrz co za pech! Ja to mam przynajmniej szczęście przy tym moim "księcia z bajki" jak to powiedziałaś.Nie miałam serca,żeby go rano budzić. Ale to już nie powinno ciebie obchodzić!
- Okey, okey . Spokojnie - powiedziała Janka podnosząc ręce do góry w geście obronnym.
- Przykro mi ale nie mam czasu na pogawędki z tobą . Jak widzisz spieszy mi się .Cześć!
- Pa - odpowiedziała Janka z satysfakcją,że udało jej się trochę zdenerwować Kaśkę.
Przed blokiem czekała na nią już taksówka,wsiadła do niej jak najszybciej,żeby nie musiała patrzeć na Jankę,która cały czas za nią szła.
- Dzień dobry , poproszą na ulicę Łabędzią 17.
- Dzień dobry, dobrze.
Po 15 minutach była już pod swoim blokiem. Zapłaciła taksówkarzowi i poszła.
Dzwoniła na domofon,ale nikt jej nie otwierał , z dna torebki wygrzebała klucze od mieszkania.
W domu panowała absolutna cisza. W przedpokoju zdjęła buty i odłożyła torebkę na komodę i poszła szukać Krzyśka. Najpierw skierowała się do jego pokoju , oczywiście trafiła Krzysiek spał sobie w najlepsze.Spojrzała na zegarek na ścianie,który wskazywał 9:40. Stwierdziła,że da mu jeszcze chwilę pospać a ona pójdzie się umyć , a jak się do tego czasu nie obudzi to sama go obudzi.
Podczas kąpieli jej telefon się odezwał, a na wyświetlaczu widniał napis "MARCIN"
- Część już się obudziłeś? (trochę wcześnie jak na niego skoro nie idzie do pracy)
- Tak bo moja ukochana postanowiła mnie opuścić i obudziłem się przytulając zimna poduszkę zamiast twoje ciało (Oj mój biedaczek jest naburmuszony. Na pewno wydyma teraz wargi co działa na moją wyobraźnię)
- Już dobrze . Złość piękności szkodzi . (Zaśmiał się przez co na moich ustach automatycznie pojawił się uśmiech. Uwielbiam kiedy się śmieje . Jest wtedy taki beztroski.)
- Nie pogrywaj ze mną mała. Właśnie coś mi się przypomniało. Co to ma znaczyć że zobaczymy się dopiero jutro? Co ja mam dzisiaj robić? Umrę z tęsknoty do jutra
- Jakoś wytrzymasz . Dasz radę wierze w ciebie.
- A może... bo skoro obiecywałaś Krzyśkowi spędzić z nim dziś dzień to może obiecasz mi też coś . (O już wiem co się kręci za tą gadką , ale poudawanie głupiej nikomu nie zaszkodzi . Z resztą zawsze uwielbiałam się z nim droczyć)
- A co ?
- Że spędzisz ze mną dzisiejszą noc . Proszę Kasiu muszę cię dziś zobaczyć
- Zobaczę co z tym da się zrobić (Odpowiedziałam udawanym znudzonym głosem grając dalej w moją gierkę )
- Oj no wiem że tego chcesz . Nie daj się prosić.
- Dobra , ale jeszcze nie wiem o której godzinie u ciebie będę (Wiem , wiem powinnam go dłużej wziąć na przetrzymanie , ale nie jestem wstanie nie ulec jego urokowi . Wpadłam jak śliwka w kompot .) To do zobaczenia . Odezwę się później
- Kasiu?
- Tak?
- Kocham cię (Od wczorajszej nocy kiedy wyznał mi miłość te słowa wywołują u mnie łzy szczęścia . Niby tylko to dwa zdania składające się z dziewięciu liter , ale kiedy są wypowiadane przez osobę która darzy cię dozgonnym uczuciem to wtedy nabierają głębokiego sensu)
- Ja ciebie też Marcin kocham

Po chwili usłyszała nawoływanie swojego imienia przez je przyjaciela,który spał jeszcze przed tym jak wchodziła do łazienki :
-Kasia,Kasia gdzie jesteś ?
-W łazience,zaraz wyjdę.
-Okey,zrobię kawę.
Kasia wyszła z pod prysznica i ubrała się w szlafrok.Rozczesała włosy i poszła do Maczety.
Wchodząc do kuchni zauważyła na stole dwa kubki kawy oraz kanapki.
- Cześć Krzysiu-rzuciła na powitanie i zasiadła do stołu.
-Cześć, a ty co w takim dobrym humorze?
- A to już człowiek nie może mieć dobrego humoru?- odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Może,może tylko w twoim przypadku to się często nie zdarza.
-Spadaj!
- No to no to opowiadaj co się takiego wczoraj wydarzyło.
- Skąd wiesz,że coś musiało się wydarzyć,że mam taki dobry humor?
- Kochana kogo ty chcesz oszukać? Mistrza wróżenia z kart? No opowiadaj,bo nie mamy za wiele czasu- odpowiedział Krzysiek dosiadając się do stołu.
- No byliśmy na kolacji u rodziców Marcina , po kolacji poszliśmy do Marcina , po drodze spotkaliśmy Jankę , kojarzysz prawda?-Krzysiek tylko skinął  głową ,że "tak" i ma kontynuować - chciała nas wyprowadzić z równowagi jak zwykle , potem jak leżeliśmy w łóżku to powiedziałam Marcinowi,że się boję,że mnie zostawi a on mi wtedy powiedział,że mnie kocha. Wyznał mi miłość w końcu, wierzysz w takie rzeczy?
- No no zmieniłaś naszego Marcinka nie do poznania. Nie pomyślałbym,że potrafisz go tak zmienić. Chodakowski wyznał w końcu miłość kobiecie do ,której od samego początku odkąd z nami zamieszkałaś ciągnie. Gratulacje kochana! - Krzysiek wstał od stołu i przytulił Kasię.
- Dziękuję.
- A to z nim rozmawiałaś dzisiaj jak byłaś w łazience?
-Skąd wiesz ? Podsłuchiwałeś?
- Nie tylko akurat przechodziłem koło łazienki jak rozmawiałaś więc domyśliłem się ,że przez telefon a nie sama do siebie. Przecież jeszcze nie zwariowałaś.
- Tak z nim. Wyszłam rano jak on jeszcze spał i dzwonił do mnie z pretensjami,że się z nim nie pożegnałam i zapytał się czy przyjdę na noc.
- Nie wierzę ! Kim ty jesteś i co zrobiłaś z moim niedojrzałym jak na swój wiek przyjacielem?
- Bez przesady! Aż tak źle to nie jest. To co dzisiaj robimy ?
-Niespodzianka! Leć się ubierać bo musimy się zbierać.
- Krzysiek.
-Co?
-No przecież wiesz,że nie lubię niespodzianek.
-Oj tam oj tam każdy tak mówi. No śmigaj się ubierać,bo nie będę na ciebie czekał wieczność.
- To chociaż powiedz jak mam się ubrać?
- Na luzie , tak jak na co dzień,jak nie idziesz do pracy,okey?
- Okey.
Weszła do pokoju i szafy wyciągnęła jeansy i bokserkę oraz narzutkę. Niby wiosna się zaczęła ale ta pogoda nie była zachwycająca. Z szuflady chwyciła czystą bieliznę i udała się do łazienki. Na twarz nałożyła delikatny makijaż a włosy zostawiła rozpuszczone.Kiedy wyszła z łazienki Maczeta już czekał na nią w korytarzu.
- Już jestem gotowa (Krzysiek się tylko uśmiechnął , Kaśka chwyciła torebkę i wyruszyli z mieszkania.
~~~
- Wesołe miasteczko ? No nie wierze a to dopiero niespodzianka.-Jak ja dawno nie byłam w tego typu miejscach. Z mojej twarzy nie schodził uśmiech jak się rozglądałam po różnorodnych karuzelach
-Szczęśliwa ?
- Opętańczo* -na znak podziękowania pocałowałam go w policzek.
- To gdzie ruszamy najpierw? Na młot ? -Ojojo od razu adrenalina mi podskoczyła. Uwielbiam takie rzeczy
- Prowadź -I na takiej zabawie minęło nam pół dnia. Znów mogłam poczuć się beztrosko i bardzo młodo . Zaliczyliśmy wszystkie najstraszniejsze kolejki jakie były możliwe.
- To teraz w zamian za tak miły dzień zapraszam cię na obiad . Na co masz ochotę - Oczka jemu zaświeciły się wiec wiem że wpadł według niego na dobry pomysł
- Jabłecznik z bitą śmietaną i lodami - No i kto normalny na obiad chce ciasto ? Ale jak się tak głębiej zastanowić to czy Maczeta do końca jest normalny ? Dobra dobra kocham go jak brata czyli docinki w naszych relacjach muszą występować
- Ale chodziło mi o bardziej zbilansowany posiłek jak na przykład ziemniaki , mięso i tym podobne
- W końcu to ja miałem wybierać wiec zabieram nas na jabłecznik .
- Dobra poddaje się - Kiedy byliśmy w połowie drogi do kawiarenki którą wybrał Krzysiu odezwał się mój telefon . Ucieszyłam się bardzo bo akurat Pani Basia dzwoniła.
- Przepraszam Cię Krzysiek ale muszę odebrać
-Okey , to ja poczekam- Kaśka tylko się uśmiechnęła
- Dzień dobry Pani Basiu
-Witaj Kasieńko- powiedziała Mostowiakowa łamiącym się głosem.
- Pani Basiu co się stało - zapytała
- Lucek
- Matko! Co z Panem Lucjanem?
- Przyjedź proszę Cię.- Pani Basia się rozłączyła.
- Kaśka co się stało - zapytał Krzysiek
- Dzwoniła Pani Basia coś się stało z Panem Lucjanem. Muszę zadzwonić do Marcina. Muszę do nich jechać . Pani Basia mi nic więcej nie powiedziała. Może Marcin będzie coś wiedział.
- To zadzwoń do niego. A nie stój tu.
Z listy kontaktów wybrała numer do Marcina. Odebrał zaraz po pierwszym sygnale.
- Cześć kochanie, już się stęskniłaś?- zapytał Chodakowski
- Marcin? Cześć. Dzwoniła do mnie Pani Basia była bardzo przejęta Panem Lucjanem. Nie wiem co się stało bo mi nie powiedziała. Marcin musimy do nich jechać.
- Spokojnie. Zadzwonię do Marka i wszystkiego się dowiem. Gdzie jesteś?
- Miałam iść z Krzysiek do kawiarni na kawę.
- Zmiana planów , chodźcie do mnie do domu.
- Dobra. Dzwoń do Marka , a my już idziemy. Pa
-Pa
- Przepraszam Cię Krzysiu ale musimy zmienić plany. Chodź do Marcina. Obiecuję,że pójdziemy jeszcze do kawiarni na ciastko i kawę jestem Ci to winna.
- Okey, to chodź.

*Opętańczo- Szaleńczo

sobota, 27 czerwca 2015

Część 14

Witam! ♥
Zapraszam Was na kolejną część .
Dziękuję dziewczyny za motywację: Kasiek ,Nika,Julka i 2 anonimkom.. Dziękuję za tak miły odzew pod ostatnim postem oraz za to,że jesteście,czytacie,komentujecie. Czekam aż będzie Nas więcej :)
Miłego czytania!
Karolcia

Część 14

Stanęli przed drzwiami do domu rodziców Marcina i zadzwonili na dzwonek.Drzwi otworzyła im Aleksandra.
- Kochani jak dobrze Was widzieć - powiedziała Aleksandra i ucałowała Kasię oraz Marcina w policzek.
-Ciebie też mamuś. - odpowiedział Marcin
- Chodźcie do jadalni ,wszyscy już są.
W jadalni przy stole siedział Grzegorz z Olkiem i Magdą (dziewczyną Olka)
- Cześć tato - Marcin uścisnął sobie rękę z ojcem, - Cześć brat - Tak samo jak z ojcem Marcin przywitał się z bratem.
- Dzień dobry - powiedziała Kasia
- Witaj Kasiu - Grzegorz pocałował Kasię w rękę.
- Kasiu poznaj mojego brata .
-Brata?- zapytała Kasia ze zdziwieniem.
- Tak to jest mój brat oraz niespodzianka o której Ci wspominałem.
- Katarzyna Mularczyk, miło mi- Kasia podała Olkowi rękę
- Aleksander Chodakowski , mi również- Olek nachylił się i pocałował Kasię w rękę.
- A to Magda moja dziewczyna , to mój brat Marcin i jego dziewczyna Kasia - Olek przedstawił Magdzie.
- Magda Marszałek ,miło mi -
-Kasia, mi również.
- Dobra dzieciaki siadajcie do stołu , mama zaraz poda kolację-powiedział Grzegorz.
-Kasiu mogę Cię na chwilkę prosić- zawołała Ola z kuchni.
- Tak już idę . Przepraszam na chwilę.- Kasia poszła do kuchni,
-Stało się coś?-pyta Kasia wchodząc do kuchni.
- Nie nie. Jak ci się układa z Marcinem?-pyta Aleksandra
- Dobrze , chociaż ostatnio jest jakiś dziwny tak jakby coś przede mną ukrywał.
- W jakim sensie?-dopytuje Aleksandra.
- Jak rozmawia przez telefon to wychodzi na zewnątrz albo do innego pomieszczenia, wraca później do domu. Ola wiesz o co chodzi? Może ma kogoś na boku?
- Nie nie to na pewno nic z tych rzeczy. Może po prostu szykuje dla Ciebie jakąś niespodziankę.
- ty wiesz o co chodzi,prawda?-pyta Kaśka
- Można tak powiedzieć. Ale nie mogę Ci nic powiedzieć bo mój syn mnie udusi. Weź te sałatki i chodź do jadalni.
- Dobrze.
Podczas kolacji buzie im się nie zamykały , każdy miał coś do powiedzenia. Po zjedzonym posiłku przenieśli się do salonu.
- Komu wina?-zapytał Grzegorz
- Ja poproszę powiedziała Aleksandra
- Kasia? Magda?
- No to my też poprosimy- Kasia z Magdą szybko nawiązały ze sobą kontakt.
- Marcin? Olek?
- My prowadzimy więc nie możemy .
- A no tak zapomniałem,
- No to co zdrowie pięknych pań- Grzegorz uniósł kieliszek a zaraz za nim dziewczyny,
Kasia z Marcinem siedzieli na kanapie ,ona głowę opartą miała na jego klatce piersiowej a on trzymał ją ręką w tali , w podobnej pozycji siedział Olek z Magdą. Marcin spojrzał na zegarek na swojej lewej ręce i zobaczył ,że jest już po 22.
- Kasiu,będziemy się zbierać-szepnął jej na ucho.
- Właśnie miałam ci to powiedzieć.
- Mamo,tato ,my będziemy się zbierać.
- Już tak szybko?- zapytała Aleksandra.
- Tak, mamy jeszcze jedną sprawę do załatwienia.
- No my też będziemy już uciekać- powiedział Olek
-Kiedy wszyscy się już pożegnali,Aleksandra wzięła Marcina na bok.
- Kasiu , poczekaj chwilkę.
- Daj kluczyki, poczekam w aucie.
- Trzymaj.
-Co się dzieje mamo?-zapytał Marcin
- Zrealizuj te swoją niespodziankę szybko bo Kasia zaczyna coś podejrzewać.
- Powiedziałaś jej coś?
- Nie skąd taki pomysł. Powiedziałam,że będę milczeć w tej sprawie tak też robię. Tylko ona podejrzewa,że masz kogoś na boku. Załatw to jak najszybciej,
- O matko! Wiem,wiem, jeden plan nawet dzisiaj zrealizuje.
- Dobra to trzymaj się ,pa - Ola ucałowała Marcina w policzek.
- Pa mamo.- Kasia tak jak powiedziała czekała w samochodzie.
Marcin wszedł do samochodu i powiedział:
-To co jedziemy do mnie?
- Mhm
Po 15 minutach byli już w domu , Warszawa tak późną porą była dobra do jeżdżenia bo nie było korków.Marcin wpisał kod i wpuścił Kasię.Jakie było ich zdziwienie kiedy ze drzwi obok mieszkania Marcina wychodziła Janka
- Janka?!- zapytali równocześnie.
- O cześć wam!-powiedziała Buford z uśmiechem.
- Co ty robisz w mieszkaniu Pani Marysi?- zapytała ze zdziwieniem Kasia.
- Wynajęłam je , bo Pani Marysia wyjechała. Od dzisiaj jesteśmy sąsiadami. Cieszycie się?-zapytała Janka uśmiechając się
- Nawet nie wiesz jak bardzo! -powiedziała Kaśka z sarkazmem i weszła do mieszkania trzaskając drzwiami.
- Muszę iść , Pa-powiedziała Janka
- Pa- odpowiedział jej Marcin i wszedł do mieszkania za Kasią.
- Jeszcze jej tu brakowało!-powiedziała Kasia
- Spokojnie, nie denerwuj się . Pani Marysia za niedługo wróci i wszystko wróci do normy . Idziemy spać?
-Tak, o niczym innym nie marzę w tym momencie jak o łóżku i spaniu.
- No to chodź.
Kiedy leżeli już w łóżku , Kasia leżała przytulona do klatki piersiowej Marcina a on głaskał ją po ramieniu. Błogą ciszę przerwała Mularczyk:
-Boję się Marcin
- Czego? Ze mną
- Chociażby tego, że jak dzisiaj patrzyłam na Jankę, to cały czas się tylko zastanawiałam, czy już z nią byłeś, czy dopiero z nią będziesz, a może właśnie z nią jesteś. I tak będzie z każdą inną kobietą, rozumiesz? To jest nie do zniesienia, ja tego nie wytrzymam. 
- Kasiu, nie ma żadnej Janki, ani żadnej innej.
- Taa. 
- I nigdy nie będzie.
- A skąd mam wiedzieć, co? Dasz mi tę pewność?
- Kocham cię. 
Kaśka podniosła się gwałtownie z jego klatki piersiowej i nie mogła uwierzyć ,że w końcu to od niego usłyszała. Marcin podniósł się na łokciach i czekał na jakąś reakcję z jej strony.Tak  to na pewno była najpiękniejsza i najszczęśliwsza chwila w jej życiu. Nie zapomni tego dnia do końca życia.W końcu jej wyznał miłość. Nie czekając ani chwili dużej chwyciła jego twarz w ręce i namiętnie pocałowała go w usta:
- Ja ciebie też .