wtorek, 29 września 2015

Część 16

Witam ! ♥
Zapraszam na kolejną część.
Zostawcie po sobie jakiś ślad,że czytacie moje opowiadania.
Do następnego! ♥
Karolcia
UWAGA!
Część przeznaczona dla osób,które mają 18lat.
Jeśli nie masz ukończonych 18 lat nie powinieneś tego czytać. 

Część 16
Wpadli do szpitala jak burza. Od Marka dowiedzieli się,że Pan Lucjan w nim wylądował. Kaśka podeszła do okienka gdzie siedziała pielęgniarka.
- Dzień dobry, dzisiaj został przywieziony tutaj Lucjan Mostowiak,gdzie go znajdę?
- Dzień dobry, jest pani kimś z rodziny? Obcym nie mogę udzielać informacji.
- Tak jestem jego wnuczką , gdzie znajdę dziadka?
- Proszę chwilkę poczekać już sprawdzam.
- Dobrze
- Sala numer 126 , cały czas prosto i potem korytarzem w prawo.
- Dziękuję.
- Proszę
Kasia wraz z Marcinem poszli pod salę,którą wskazała im pielęgniarka. Obydwoje nie wiedzieli co się stało Mostowiakowi,że wylądował w szpitalu. Przed salą zobaczyli Panią Basię, Marka i Martę.
- Dzień dobry Pani Basiu - powiedziała Kasia - Cześć Marta i Marek.
- Cześć
- Kasieńko jak dobrze,że jesteś- powiedziała kobieta po czym przytuliła Kasię.
- Pani Basiu co się stało Panu Lucjanowi?
- Nie wiem , prawdopodobnie zawału dostał.
-Matko Boska! I co z nim?
-Lekarze się nim jak  na razie zajmują.
Usiedli na korytarzu i czekali aż dostaną informację od lekarza co dolega P.Lucjanowi.
Pół godziny później:
Z sali 126 wyszedł lekarz prowadzący Pana Lucjana.
- Dzień dobry nazywam się Łukasz Malicki i jestem lekarzem prowadzącym Pana Lucjana. Czy ktoś jest z rodziny tego Pana?
- Dzień dobry Barbara Mostowiak jestem żoną Lucjana. Co z nim?
- Dobrze, zapraszam Panią do gabinetu tam wszystko opowiem.
- Panie doktorze co z nim?
- Proszę usiąść. Pan Lucjan miał zatrzymanie akcji serca mówiąc kolokwialnie miał zawał serca. W porę zadzwoniła Pani po pogotowie,
- Co z nim teraz będzie?
- Sytuacja jest już opanowana, pacjent jest stabilny . Zrobimy jeszcze nie zbędne badania i jeśli wszystko będzie dobrze to jutro go wypiszemy do domu. Tylko będzie musiał przestrzegać moich zaleceń przez dłuższy okres czasu,
- Dobrze już ja tego dopilnuje. Panie doktorze a co było przyczyną zatrzymania akcji serca?
- Przemęczenie, nie leczone nadciśnienie tętnicze oraz wysoki cholesterol.
- Rany! A tyle razy mu mówiłam,że ma brać tabletki . Mogę do niego wejść?
- Tak tak proszę tylko nie przemęczać pacjenta.
- Dziękuję.
Po wyjściu z gabinetu Panią Basie zasypała lawina pytań:
- Mamo co z tatą?
- Wszystko już dobrze?
- Spokojnie , nie wszyscy na raz - zaśmiała się Pani Basia
- Ojciec miał zawał , jutro jak okaże się,że wszystkie wyniki będą w normie to wypiszą go do domu.
- Uff całe szczęście,że to się tak skończyło Pani Basiu- powiedziała Kasia
- Mamo możemy do niego wejść?-zapytała Marta
- Tak tylko mamy go nie przemęczać.
- Pani Basiu- zapytała Kasia
- Tak Kasieńko?
- To my będziemy się zbierać nie chcemy przeszka..- Pani Basia przerwała Kasi
- Przestań! Przecież wy też jesteście jak nasza rodzina.
- Tak tak proszę dać nam znać jak coś będzie się działo no i oczywiście kiedy Pan Lucjan wychodzi ze szpitala.
- No dobrze. Dziękuję Wam ,że tak szybko przyjechaliście. Trzymajcie się - Pani Basia przytuliła Kasię .
- Do widzenia - powiedział Marcin żegnając się z Panią Basią bo Marta i Marek byli już w sali u ojca,
- Zawieziesz mnie do domu?- zapytała się Kasia Marcina gdy już byli w samochodzie
- Myślałem,że spędzisz te noc u mnie.
-Wiem skarbie,że Ci to obiecałam ,ale naprawdę jestem wykończona po dzisiejszym dniu. - wyciągnęła rękę i zaczęła smyrać jego kark , od zawsze wiedziała,że to jest jego czuły punkt.
- No dobrze, to co przyjadę do Ciebie jutro, dobrze?
- Dobrze, dziękuję.
-Kasiu?
-Tak?
- A może poszłabyś ze mną jutro na trening?
- A praca?
- Ojciec jest teraz w firmie i powiedział,że mamy do końca tygodnia wolne.
- W sumie to czemu nie. Rano?
- Tak myślałem,że będzie najlepiej bo na popołudnie za planowałem co innego.
- Mm co takiego?
- Niespodzianka.
- Marcin,wiesz,że nie lubię niespodzianek.
- Wiem,dlatego będę Ci je robił,żebyś je polubiła. Przecież wiesz,że moje niespodzianki są zawsze udane,prawda?
-Prawda prawda.Dziękuję za odwiezienie. - powiedziała Kasia i pocałowała Marcina.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Do zobaczenia jutro.
- Pa
Kasia wyciągnęła klucze z torebki i weszła do mieszkania, Marcin odjechał dopiero po tym jak zobaczył,że włączyła światło w mieszkaniu.
- Krzysiek?- Zero odpowiedzi
- Krzysiu- zawołała wchodząc do jego pokoju. Dziwne,miał czekać na mnie. Przeszła do przedpokoju i się rozebrała z ubrania nawierzchniowego. Poszła do kuchni i nalała sobie wody do szklanki. Na blacie w kuchni zobaczyła kartkę, na której było napisane:
"Kasiu!
Bardzo Cię przepraszam za to,że mnie nie ma,ale musiałem wyjść chociaż wiem,że mieliśmy spędzić ten wieczór razem. Klara zadzwoniła do mnie cała zapłakana. Opowiem ci wszystko jutro.
Miłego wieczorku!
Maczeta :) "
Następnego dnia:
Siedziałam na ławce naprzeciwko chłopaka. Marcin miał obwiązane kostki jakimś białym materiałem i uderzał w worek treningowy.Miał na spodnie tylko spodenki koszykarskie , przez co widziałam jak napinają mu się mięśnie przy każdym uderzeniu w worek. Przekręciłam głowę w bok chcąc mu się lepiej przyjrzeć ,kiedy zaczął się śmiać.
- Nie mogę się skupić,kiedy tak mnie pożerasz wzrokiem - spojrzał na mnie ocierając pot z czoła.
-Wcale tego nie robię-żachnęłam się i popatrzyłam w stronę bieżni- Idę pobiegać.
-Nigdzie, nie idziesz - uśmiechnął się - Chodź tu do mnie - machnął ręką pokazując przestrzeń przed sobą.
- Co ty znowu wymyśliłeś?- uniosłam prawą brew do góry podchodząc do niego.
Brunet jednak nie odpowiedział,łapiąc mnie za nadgarstki. Pociągnął mnie w swoją stronę tak,że przyciskał moje plecy do swojej klatki piersiowej,Powolnym ruchem odpiął moją bluzę, przy okazji przejeżdżając nosem po mojej szyi. Zsunął mi ją z ramion i rzucił na podłogę, zostawiając mnie w legginsach i sportowym staniku.Położył dłonie na moich ramionach,powoli suwając je aż do nadgarstków muskając moją skórę swoimi opuszkami palców krok po kroku. Gdy doszedł już do nadgarstków,zjechał na palce,które zacisnął mi w pięści,chowając kciuki do środka.
- Musisz rozsunąć nogi-wyszeptał mi do ucha,przygryzając jego płatek a potem butem rozsunął mi nogi.
- Gdy uderzysz prawą ręką,lewą trzymaj wysoko przy twarzy by zablokować cios wymierzony do ciebie przez przeciwnika- powiedział mi do ucha ,kierując moimi rękami tak jak on to robił dzisiaj od dłuższego czasu.- Musisz patrzeć na ruchy przeciwnika. Nic ani nikt nie może cię rozproszyć, bo inaczej oberwiesz. Pamiętaj!- Powiedział normalnym tonem,jednocześnie całując mnie po szyi ,puścił moje ręce a swoje przeniósł na moje biodra.
- Spróbuj- zachęcił i nie zaprzestawał słodkich tortur. Uderzał już paręnaście razy,ale za każdym kolejnym razem stawało się to trudniejsze ,gdyż brunet docisnął moje biodra do swojej miednicy lekko ocierając o nią moim tyłkiem.
- Czy chodziło ci o takie rozproszenia?-powiedziałam,czując już jego erekcję.
- Mhm,mniej więcej coś takiego- zaśmiał się i energicznym ruchem obrócił mnie w swoją stronę. Jego usta zetknęły się z moim w łagodnym pocałunku.Ale gdy otarłam się o niego biodrami,musiał zdusić jęk,gdyż nie byliśmy na sali sami.Chwycił mnie za nadgarstek i wyciągnął z sali i ruszył w nieznanym jak dla mnie kierunku.
- Zaczekaj tu chwilę- po czym zniknął za drzwiami a ja zaczęłam rozglądać się po korytarzu.Po chwili znowu poczułam jak ktoś chwyta mnie za nadgarstek i wciąga do pomieszczenia,które okazało się szatnią tak właściwie to szatnią męską. Marcin od razu wpił się w moje usta i przyciągnął do siebie chwytając za biodra. Oczywiście oddałam pocałunek,wplatając ręce w jego włosy.
- Ktoś może nas zobaczyć-wyszeptałam z trudem łapiąc oddech.
- Sprawdziłem,nikogo tu nie ma . A poza tym zamknąłem drzwi na klucz- wysapał po czym złapał mnie za uda podnosząc na co owinęłam je wokół niego.Myślałam,że moje serce wyskoczy z piersi jakby chciało uciec ,kiedy Marcin chwycił za koniec stanika,chcąc mi go zdjąć. Powinnam się już przyzwyczaić gdyż robił to za każdym razem,kiedy to robiliśmy. Kiedy pozbył się już zbędnego materiału,podszedł od niebieskich szafek opierając mnie o nie i bardziej dociskając swoją miednicę do mojej,na co sapnęłam ciągnąc go za włosy.Zaczął schodzić pocałunkami coraz niżej aż w końcu odstawił mnie na ziemię,chwytając za gumkę od legginsów i szybko bez problemu ściągając je z moich nóg,przez co stałam przed nim w samych majtkach. Znowu złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, ciągnąc mnie w stronę ławki,na której usiadł. Zrobiłam to samo,oplatając go nogami.Ponownie zjechał pocałunkami na moją szyję i obojczyk przygryzając i ssąc skórę na tych częściach mojego ciała. Gdy poruszyłam biodrami,ocierając się o jego krocze ,po pustej szatni rozległ się głośny jęk,który zagłuszył nasze przyśpieszone oddechy.Teraz to ja przejęłam inicjatywę i zaczęłam całować go po żuchwie oraz szyi. On w tym czasie położył się na ławce przy ciągając mnie jeszcze bliżej siebie. Kiedy tylko poruszyłam biodrami ,z ust chłopaka wylatywał jęk.Nie mógł wytrzymać ściągnął mnie na chwilę z siebie po to by mógł zdjąć swoje spodenki po czym wszedł we mnie ,pchnął raz,drugi,trzeci po czym przyśpieszył tępo z naszych ust wylatywało co po chwilę jęki albo sapnięcia.
- Nie dam rady dłużej Marcin.
-Dasz radę skarbie.
- Jestem już blisko.- pchnął ostatni raz po czym doszłam do szczytu z głośnym jękiem,a brunet zaraz po mnie.Opadłam zdyszana na jego ciało , czując jak się unosi w przyśpieszonym tempie. Marcin zgarnął mi włosy z twarzy po czym pocałował w czoło.
- Musimy się zbierać,ktoś może nas zobaczyć-powiedział po czym podniósł się do pozycji siedzącej.
- Przecież zamknąłeś drzwi,prawda?
- Nie do końca.
-Co?-krzyknęłam ,spodziewając się tego co za raz usłyszę.
- Tych drzwi nie można zamknąć skarbie
- Co?-pisnęłam szybko schodząc z chłopaka i podnosząc moje ubrania z ziemi- Ty idioto! Przecież ktoś mógł tu wejść!

- Od razu by wyszedł słysząc nasze jęki-zaśmiał się.
- Nienawidzę Cię-powiedziałam,ubierając się z powrotem w ubrania.
- A zobacz ja Cię nawet kocham- po czym wstał i założył swoją dolną część garderoby.
- Bierzesz tabletki,prawda?
-Tak